Imola – wyścig w „domu Ferrari”!

W położonej na obrzeżach Bolonii Imoli znajduje się tor imienia Enzo i Dino Ferrari – założycieli marki, która stała się motoryzacyjnym symbolem Włoch. „Il rosso”, czerwień bolidów, czy charakterystyczny koń w herbie, to część dziedzictwa nie tylko sportowego i przemysłowego Italii, ale immanentny składnik włoskiej kultury. Stąd takie wyścigi, jak ten, który rozgrywa się na torze w Imola, przyciągają uwagę wszystkich Włochów. W końcu to wyścig Formuły 1 w „domu Ferrari”. 

Od Grand Prix Bahrajnu minęły trzy tygodnie. Na tyle krótko, żeby nie opadł kurz po tym bardzo ciekawym weekendzie, który zwiastuje bogaty w niespodzianki sezon i na tyle długo żebyśmy nabrali apetytu na kolejne zmagania. Tym razem w Europie. W Europie i to w wyjątkowym miejscu. Imola – włoski tor do którego przy odpowiednich wiatrach dobiegają z Maranello dźwięki nerwowo „skręcanego” bolidu SF21. W wywiadzie dla „La Gazzetta dello Sport” jeden z dwóch młodych „koni wyścigowych” Ferrari z tego sezonu, urodzony w Monte Carlo Charles Leclerc stwierdził: „Imola jest położona tylko 90 km od Ferrarri. Ten tor to nasz dom!”. To nie wszystko, co stanowi o unikatowości toru imienia Enzo i Dino Ferrarich: może być on bowiem postrzegany, jako wyjątkowy z tego względu, że gościł Grand Prix o trzech różnych nazwach – Włoch, San Marino i Emilii-Romanii.

Dwa młode „konie wyścigowe” ze stajni Ferrari – Charles Leclerc (23l.) i Carlos Sainz (26l.)

Przed nami rywalizacja zupełnie inna niż w Bahrajnie. Po pierwsze skupmy się na samej charakterystyce toru. Jest on krótszy od poprzedniego, jeden z najszybszych w F1, z tylko jedną strefą DRS oraz najdłuższą aleją serwisową. Ale wnioski z Bahrajnu można schować do dolnej szuflady nie tylko z tego powodu. Przede wszystkim walka odbędzie się w zupełnie innym klimacie. Inne mieszanki opon i inna ich degradacja z okrążenia na okrążenie. Ale jest coś co łączy oba tory. „Lucky looser” ostatnich lat, czyli… Valtteri Bottas. Bo jak nie być „so lucky” z takim blaskiem reflektorów kolegi z teamu, w którym to blasku można się grzać, jednocześnie sprawdzając, jakiż to nowy, kolorowy przelew wpadł na nasze konto? A z drugiej strony, paradoksalnie, jest się niestety „so big looser” – gdyż mając identyczny samochód co Hamilton, najczęściej jest się tym drugim za Luisem. A jeszcze dodajmy utarty w zeszłym sezonie nos przez Russela… W każdym razie rzeczony fiński kierowca jest rekordzistą obu torów (tego w Bahrajnie i tego w Bolonii), jeśli chodzi o najkrótszy czas przejazdu jednego okrążenia.

Imola – plan toru w Bolonii. Tor zbudowano w 1953 roku, a wyścigi Formuły 1 zaczęły się na nim w roku 1980.

Imola może być opisywana na wszelkie sposoby ale nie zmieni to tego jak w świadomości wszystkich fanów motosportu zdefiniowały go tragiczne wydarzenia z przełomu kwietnia i maja 1994 roku. To weekend ze wszech miar przełomowy. 30 kwietnia, na dwadzieścia minut przed zakończeniem drugiej sesji kwalifikacyjnej, Roland Ratzenberger reprezentujący ekipę Simtek, na zakręcie Acqua Minerali przejechał krawężnik, uszkadzając przy tym przednie skrzydło. Mimo technicznego defektu wykonywał kolejne szybkie okrążenie. Przy prędkości ponad 300 km/h, na zakręcie Villeneuve skrzydło w samochodzie Ratzenbergera urwało się, a Austriak wypadł z toru i uderzył w betonową ścianę. Kierowca doznał ciężkich urazów głowy i kręgosłupa w wyniku czego zmarł niespełna godzinę po wypadku. 1 maja, tuż po starcie wyścigu doszło do kilku kolizji w wyniku czego na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. W tamtej erze samochody wykorzystywane do tych celów miały zdecydowanie za niskie osiągi, co było wielu przedmiotem wielu dyskusji. W wyniku jazdy za samochodem bezpieczeństwa nadmiernemu schłodzeniu ulegały hamulce i opony, co zmniejszało ich skuteczność po restarcie. Właśnie to mogła być jedna z przyczyn, dla której dwa okrążenia po restarcie pojazd trzykrotnego Mistrza Świata Ayrtona Senny na zakręcie Tumburello wypadł z trasy i z prędkością 300 km/h uderzył w betonową ścianę. Niestety i w tym przypadku obrażenia okazały się śmiertelne.

Tragiczne wydarzenia z 1994 roku…

Ayrton Senna przez wielu uważany jest za największego kierowcę i osobowość w historii swojej dyscypliny. Niewątpliwie jednak Michael Schumacher, który kilka miesięcy po wyżej opisanych wydarzeniach, po raz pierwszy został Mistrzem Świata posiadał wiele z cech wielkiego Ayrtona. To pozwala wymieniać obu panów jednym tchem podczas opowieści o tym, co stanowi o sile, gracji i elegancji Formuły 1. Konsekwencją zdarzeń na Imoli było zdecydowane zwiększenie uwagi w kwestii bezpieczeństwa, nad którego poprawą pracuje się do dziś. Od tamtej pory na torze F1 zginął jeden kierowca. Choć i tak to o jednego za dużo.

Italia, Formuła 1 i rzeczona elegancja spotkały się wraz z symbolami siły i szybkości, w jednym małym, ale jakże ważnym przedmiocie. Chodzi o statuetkę, która stanowi trofeum. Jest nią grecka błyskawica. Wykonana została przez mediolańskiego artystę Alice Ronchi. Spośród kilku innych to właśnie projekt Ronchiego wybrał, jako trofeum koncern Pirelli, który jest głównym sponsorem wyścigu. Artysta tłumaczy, że błyskawica to symbol siły, szybkości, odwołanie do mocy i boskości greckiego Zeusa.

Trofeum – błyskawica Zeusa symbolizująca szybkość i potęgę bolidów. Dzieło Alice Ronchi

A zatem – w weekend 17-18 kwietnia 2021 roku uwaga wszystkich Włochów skupi się na wydarzeniach na ich „domowym” torze Imola. Być może to właśnie czas, żeby Ferrari pokazało u „siebie”, że zaczyna rozumieć o co chodzi w nowej erze… Tor imienia Enzo i Dino Ferrarich to idealne do tego miejsce, a eliminacje w Bahrajnie dają na to nadzieje. W ten weekend chyba na dobre rozpęta się rywalizacja pomiędzy Charlsem Leclercem a  Carlosem Sainzem. Mattia Binotto mówi, że krew u obu kierowców buzuje podczas każdej walki na torze, nawet tym z PS4, a także podczas gry w szachy. Historia pokazała, że takie napięcie może być stymulujące, ale i destrukcyjne. Rolą Binotto jest właściwe jego zogniskowanie. „Ma już doświadczenie i w dodatku wiele walorów, dlatego wzięliśmy go do Ferrari – mówi Binotto o Sainzu – wniósł świeżość, takiego pozytywnego „kopa”, dobrą energię, świetnie współpracuje z teamem, inżynierami, co bardzo wszystkich motywuje”. Czas żeby ambitny (Mad) Max z Red Bulla pokazał, że jest kimś więcej niż nadzieją. To może być jego ostatni sezon na udowodnienie, że potrafi pokonać Hamiltona. Jeśli tego nie zrobi, a ten zakończy karierę, już zawsze Max będzie mierzył się z komentarzami… „Jesteś najlepszy… Bo nie ma Mistrza”.

Jeśli więc do tego dodamy pewne swego Mercedesy i szybkie McLareny z silnikami tych pierwszych to możemy być pewni, że czeka nas pyszna zabawa.

Smacznego! 
Bartek Tyrawski

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *