KROKODYLE ŁZY – PO TRZĘSIENIU ZIEMI W MARCHE!

Te dwa murale powstały jako swego rodzaju artystyczny wyrzut sumienia. Mówią o tym, jak łatwo się zapomina. Mija dzisiaj równo 5 lat od tragedii, która spotkała region Marche – trzęsienia ziemi z 24 sierpnia 2016 roku.

Dla upamiętnienia strat i ofiar, ale też dla podkreślenia tego, że wówczas, tuż po trzęsieniu wylewano morze łez, ale potem zapomniano o ludziach, zniszczonych miasteczkach i domach… Murale przedstawiające płaczącego krokodyla oraz ślimaka powstały w Colleiano, w gminie Roccafluvione, prowincja Ascoli Piceno. Dzieła o wielkości 6 x 7 m każde zostały wykonane przez artystów podpisujących się jako Andrea Tarli e URKA, pod dyrekcją grupy artystycznej Arte Pubblica & Muri a perdere.

Całość nadzorowana jest przez otwarte „Muzuem Otwarte” w Marche czyli MAdAM — museo aperto d’arte marche. Mural przedstawiający ślimaka, wykonany przez URKĘ nosi tytuł „Riders on the storm” a jego sens jest oczywisty – chodzi o powolne tempo odbudowy zniszczeń. Oto mieszkańcy terenów dotkniętych nieszczęściem muszą od pięciu lat borykać się z biurokratyczną burzą problemów i przeszkód.

Andrea Tarli to artysta samouk, czerpiący inspiracje z prac na wystawie Andrei Pazienzy. Jego dzieło to aligator płaczący nad ruinami budynków, które symbolizują niedotrzymane obietnice pomiędzy którymi stoi jedynie stabilnie… bank, symbol systemu ekonomicznego i biurokratycznego…

CRISTO VELATO W KAPLICY SANSEVERO W NEAPOLU!

Obecny wygląd Kaplicy Sansevero w Neapolu odpowiada temu co w precyzyjnym projekcie ikonograficznym obmyślił książę Raimondo di Sangro i który to projekt został zrealizowany przez zatrudnionych przez niego i nadzorowanych osobiście artystów.

Mauzolea ukryte w kaplicach bocznych są poświęcone ważnym członkom rodu Sangro, natomiast grupy rzeźb umiejscowione na filarach i pilastrach podtrzymujących łuki przedstawiają kobiety z tejże rodziny. Te ostatnie rzeźby jednak mają także znaczenie inne, przewidziane już w projekcie Sansevero wykonanym przez księcia – przedstawiają różne Wartości, ścieżki rozwoju duchowego i są elementem istotnym dla samopoznania i samoświadomości.

Jednak najznakomitszym dziełem w kaplicy jest bez wątpienia „Chrystus spowity całunem” – rzeźba wykonana z jednego kawałka marmuru tak, iż ma się wrażenie, że postać Jezusa jest zakryta przeźroczystą tkaniną. Prace nad nią zaczął Antonio Corradini ale jej autorstwo trzeba przyznać Giuseppe Sanmartiniemu który rzeźbę wykonał w 1753 roku.

Przez wieki zachwycała i zachwyca każdego, kto miał okazję na nią spojrzeć. Dość wspomnieć, iż słynny rzeźbiarz Antonio Canova chciał ją wykupić na własność. To bez wątpienia jedno z najpiękniejszych arcydzieł rzeźbiarskich na świecie.

foto Marco Ghidelli oraz Wikipedia

Damy sztuki czyli Le signore dell’arte

Ponad 130 prac 34 artystek, wśród których znalazły się m.in. Artemisia Gentileschi, Sofonisba Anguissola, Lavinia Fontana, Elisabetta Sirani, Giovanna Garzoni i wiele innych, pokazano na trwającej właśnie w Mediolanie wystawie w Palazzo Reale. Założeniem kuratorów było pokazać kobiety, które nie tylko były niezwykle utalentowane, ale i wiodły życie na wskroś nowoczesne, często wychodząc poza konwenanse epoki. Wśród dzieł, które oglądać można na wystawie jest obraz znajdujący się na codzień w Muzeum Narodowym w Poznaniu – „Gra w szachy” Sofonisby Anguissoli.

Najsłynniejszą z bohaterek prezentowanych w Palazzo Reale jest Artemisia Gentileschi: córka malarza Orazia, artystki i bizneswoman. Sztuka Artemizji rywalizowała ze sztuką artystów mężczyzn, a sukces pozwolił jej wznieść się ponad ówczesny kobiecy status społeczny. Jej słynny obraz „Śmierć Holofernesa” w oddaniu okrucieństwa i przemocy przebił nawet dzieło Caravaggia o tej samej tematyce.

Artemisia Gentileschi Judyta i Holofernes

Sofonisba Anguissola z Cremony, przez ponad dziesięć lat mieszkała na dworze Filipa II w Madrycie, zanim przeniosła się na Sycylię. Jej ojciec Amilkar zapewnił jej wyjątkową edukację artystyczną – chodziła na lekcje malarstwa do mistrza Bernardina Campiego wraz ze swoją siostrą Eleną. Sofonisba zrobiła niesamowitą karierę, jej talent docenił nawet Michała Anioła. W Hiszpanii artystka została zatrudniona przez dwór Filipa II jako malarka i dama dworu Elżbiety de Valois. Nie tylko tworzyła liczne portrety rodziny królewskiej, ale także udzielała lekcji malarstwa i rysunku czternastoletniej królowej, z którą się zaprzyjaźniła.

Sofonisba Anguissola Autoportret

W Mediolanie zobaczymy też 14 obrazów Lavinii Fontany z Bolonii, córki manierystycznego malarza Prospera Fontany – m.in. Autoportret w pracowni (1579) i kilka mitologicznych obrazów o wielkiej zmysłowości.

Lavinia Fontana Venus i dwa amorki

Wystawa w Palazzo Reale w Mediolanie kończy się 25 lipca tego roku. To ostatni moment, żeby zobaczyć sztukę tylu wspaniałych kobiet w jednym miejscu. Na szczęście do Poznania wróci „Gra w szachy”, dzieło absolutnie wyjątkowe w skali światowej. Poza nim w Muzeum w Łańcucie znajduje się autoportret artystki, a Muzeum Narodowym w Warszawie „Portret mężczyzny z córką”.

SANDRO BOTTICELLI – ZAKOCHANY W WENUS

Kim była piękna Afrodyta ze słynnego obrazu Botticellego „Narodziny Wenus”? W rocznicę śmierci wielkiego mistrza renesansu przypominamy postać Simonetty Vespucci.


Sandro Botticelli, geniusz renesansu i znakomity przedstawiciel szkoły florenckiej stworzył ponad 130 dzieł, kojarzony jest jednak bardzo mocno z jednym. „Narodziny Wenus” pojawiają się dzisiaj w każdym podręczniku szkolnym i stały się obrazem ikonicznym. Istnieje masa opracowań na temat dzieła Botticellego, ogrom interpretacji znaczeń poszczególnych elementów obrazu. Większość z nich zgodna jest co do jednego – Wenus to kobieta, którą Botticelli kochał. Największą tajemnicą obrazu jest to, że powstał on 10 lat po śmierci głównej modelki.

Simonetta Vespucci, nazywana La Bella Simonetta była we Florencji uwielbiana, a fakt przynależności do potężnego rodu wzmacniał tylko siłę, z którą przyciągała mężczyzn, a zwłaszcza artystów. Została okrzyknięta „Królową piękności” na turnieju rycerskim w 1475 roku. Miała wówczas 22 lata. To wtedy mieszkańcy Florencji mieli okazję podziwiać nie tylko Simonettę, ale i jej wizerunek wykonany przez Botticellego. Rysunek dziewczyny jako Ateny zdobił sztandar, który niósł jeden z uczestników turnieju – Giuliano z rodu Medyceuszy władców Florencji. Legenda mówi o wielkiej niespełnionej miłości Giuliana i Simonetty. La bella Simonetta żyła jeszcze tylko rok – zmarła 26 kwietnia 1476 roku. Otwartą trumnę z jej ciałem niesiono w uroczystym pochodzie przez ulice miasta, by każdy mógł pożegnać przedwcześnie zgasłą piękność. Jej mąż szybko ożenił się powtórnie. Giuliano został zamordowany w spisku Pazzich równo rok po śmierci ukochanej (zbieżność dat dodatkowo podsycała tworzenie mitu tej tragicznej historii). Sandro Botticelli do końca życia malował jej kolejne portrety. Rysy Simonetty mają Wenus, Wiosna, liczne Madonny, Nimfa…

Nie wiadomo, czy Botticelli kochał Simonettę romantycznie, czy też po prostu adorował ją jako swoisty symbol. Miał rzekomo prosić, by po śmierci pochowano go „u stóp” Simonetty, we florenckim kościele Ognissanti. Gdy zmarł (17 maja 1510 roku) – prośbę tę spełniono.

Są tacy, którzy uważają to wszystko za romantyczną bajkę, odrzucają teorię o pięknej florenckiej muzie i wskazują na to, że kościół Ognissanti to także kościół rodziny Botticellego i miejsce jego chrztu, stąd takie a nie inne miejsce pochówku.

Andrea Calvini

World Press Photo 2021 in italiano!

Pośród zwycięskich prac jednego z najbardziej prestiżowych konkursów fotografii prasowej na świecie są także te wykonane przez Włochów. Znakomite zdjęcia trzech fotografów z Italii wśród finalistów i zwycięzców WPP 2021!

Pośród nagród przyznawanych przez jury w konkursie World Press Photo dwie są najbardziej prestiżowe. Jedna z nich to nagroda za najlepsze zdjęcie prasowe roku, druga za najlepszą historię opowiedzianą zdjęciami – czyli za serię zdjeć układających się w pewną opowieść. Pierwsza z nich w tym roku przypadła w udziale Duńczykowi Madsowi Nissenowi za zdjęcie wykonane w 2020 roku w Sao Paolo w Brazylii – przedstawia ono chwilę, w której Rosa Luzia Lunardi jest ściskana przez pielęgniarkę Adrianę Silvę da Costa Souza w domu opieki „Viva Bem”, przy użyciu specjalnego „fartucha” do uścisków. Natomiast druga zostałą przyznana włoskiemu fotografowi Antonio Faccilongo za projekt „Habibi”.

Mads Nissen, nagroda główna. Foto: World Press Photo 2021

Nagroda za „Long-Term-Project” dla Włocha to uznanie dla znakomitych zdjęć wykonanych przez niego, w ramach tworzenia swego rodzaju kroniki konfliktu wojennego izraelsko-palestyńskiego. Antonio Faccilongo zebrał w nim zdjęcia wykonane w latach 2015-2019, a opowiadają one historię rodzin i żon więźniów wojennych, które by mieć z nimi dzieci zdecydowały się na zapłodnienie in vitro. By znowuż do tego doszło trzeba było dokonać „kontrabandy nasienia” mężów odsiadujących długoterminowe kary w izraelskich zakładach karnych. Na zdjęciu pokazanym poniżej: Lydia Rimawi, na kanapie swego domu w Beit Rima, czekająca na powrót męża, odsiadującego wyrok 25 lat więzienia za udział w organizowaniu zamachu na izraelskiego ministra turystyki Rehava’a Ze’eviego.

Antonio Faccilongo, jedno ze zdjęć z nagrodzonego cyklu „Habibi”. Foto: World Press Photo 2021

Włosi cieszą się także z innych osiągnięć. Po pierwsze podkreślają związki tegorocznego zwycięzcy, Duńczyka Nissena z Italią – jest on bowiem członkiem zespołu fotograficznego Prospekt, którego współzałożycielem był mediolańczyk Samuele Pellecchia. W wywiadzie dla „Corriere della Sera” nie krył emocji związanych z przyznaniem nagrody i opowiedział o kulisach powstania zdjęcia, w trudnych dla Brazylii chwilach podczas pandemii. „Fotografowałem ambulanse i cmentarze – opowiada – ale w tym wszystkim szukałem jakiegoś obrazu, który przynosiłby światło i nadzieję, szczególnie w czasie, gdy tak bardzo brakuje nam kontaktu między nami”.

Po drugie zwracają uwagę nie tylko na zwycięski projekt, ale i na znakomite zdjęcia finalisty konkursu – Lorenzo Tugnolego. To fotograf, który zrobił zdjęcia w Bejrucie tuż po wybuchu w porcie. Fotografia z helikopterem przenoszącym wodę zdaje się być obrazem postapokaliptycznego świata.

Lorenzo Tugnoli, Bejrut. Foto: World Press Photo 2021

Wreszcie Włoch Gabriele Galimberti zwyciężył w kategorii „Portrety” – ze zdjęciami Amerykanów, którzy się zbroją i otaczają bronią. W sposób szczególny zwraca uwagę zdjęcie, na którym mężczyzna stoi nad basenem wśród rozłożonej na ziemi broni, bawiąc się miotaczem płomieni.

Tak więc włoska obecność pośród nagrodzonych na tegorocznym World Press Photo jest znacząca. Ręce składają się do oklasków! Bravi!

Gabriele Galimberti. Foto: World Press Photo 2021

Włoskie portrety Dantego

Kiedy „Boska Komedia” ukazała się drukiem, była czytana i żywo komentowana, już wtedy zdawano sobie sprawę, że oto powstało arcydzieło literatury. Nic dziwnego, że na Półwyspie Apenińskim rozgorzał swoisty kult poety. Stąd portrety Dantego zamawiano w Italii na potęgę. We Florencji wieszano je niemal w każdym kościele.

Najwięcej wizerunków powstało właśnie w mieście rodzinnym Dantego. To tutaj młodziutki poeta spotkał małą dziewczynkę – Beatrice i zakochał się w niej bez pamięci. To tu w kościele di Santa Margherita de' Cerchi brał ślub z inną kobietą, która dała mu czwórkę dzieci i musiała znosić jego codzienną tęsknotę za tamtą pierwszą, niespełnioną miłością. W tej samej świątyni pięć lat później spoczęła Beatrice, a zrozpaczony Dante napisał Vita nuova (Życie nowe), pamiętnik i wiersze opisujące dzieje swego uczucia.

Grób Beatrycze Portinari, kościół Santa Margherita de' Cerchi, Florencja

Wreszcie we Florencji wplątał się w spory politycznie i został z ukochanego miasta wygnany. Tuż przed opuszczeniem ojczyzny powstał pierwszy wizerunek poety. Portret pędzla niezrównanego mistrza pędzla Giotta oglądać można w kaplicy św. Magdaleny w Palazzo Bargello.

W Ufizzi jest wizerunek Dantego sportretowanego w 1448 roku przez Andreę del Castagno w cyklu wybitnych mężczyzn i kobiet. 

Najbardziej znanym florenckim przedstawieniem Dantego jest jednakże ten z katedry Santa Maria del Fiore, na którym poeta prezentuje swe dzieło na tle panoramy Florencji i scen z Boskiej Komedii. Obraz „Boska Komedia oświeca Florencję” namalował Domenico di Michelino na podstawie szkicu Alesso Baldovinettiego ok. roku 1456. 

W 1495 roku Dantego namalował Sandro Botticcelli. Obraz znajduje się w Szwajcarii w kolekcji prywatnej.

Inny wielki artysta – Luca Signorelli – namalował w katedrze w Orvieto, w latach 1499-1504, sceny z Boskiej komedii i portret czytającego Dantego. 

Wielki Rafael uwiecznił poetę w Stanzach Watykańskich w scenach Dysputy o Najświętszym Sakramencie i Dysputy na Parnasie (1509-1511).

W 1532 roku bogaty kupiec zamówił portret Dantego u Angolo Bronzino. Obecnie obraz wisi w Uffizi.

W 1544 roku wizerunek Dantego wśród innych słynnych poetów odmalował Giorgio Vasari, znany ze swego przewodnika po życiu najważniejszych artystów włoskich. Dzieło Vasariego znajduje się w Minneapolis Institute of Art, USA). 

Wreszcie obraz, który otwiera artykuł to dzieło prerafaelity Dante Gabriela Rossettiego i przedstawia Giotta malującego portret poety. Dante trzyma owoc granatu – symbol nieśmiertelności, a wśród kobiet na pierwszym planie widzimy Beatrycze. Namalowany w 1852 roku wizerunek znajduje się w rękach prywatnych, Andrew Lloyd Webber Collection.

„Ecce Homo” Caravaggia odnaleziony! (?)

Czy w Hiszpanii odnaleziono obraz Caravaggia? W ostatniej chwili, gdy padło podejrzenie, że to właśnie to dzieło kryje się za opisywanym w katalogu obrazem przypisanym uczniowi Ribery, dom aukcyjny Ansorena z Madrytu wycofał obiekt z aukcji. Włoski historyk sztuki Vittorio Sgarbi ujawnia szczegóły, podaje powody atrybucji, włoska prasa pisze o sprawie na czołówkach gazet, a tajemniczy właściciel… pewnie zastanawia się za jaką kwotę teraz go sprzedać...

To prawdziwa bomba na rynku sztuki. I swego rodzaju „giallo” („żółtym” nazywają Włosi historie kryminalne lub mające posmak sensacyjności). Dzisiaj, w czwartek 8 kwietnia, o godz 18.00 rozpocznie się w Madrycie aukcja n. 409. W katalogu aukcyjnym pośród 1.483 dzieł znalazło się jednak jedno, które wzbudziło wielkie poruszenie wśród znawców sztuki na całym świecie. Wszystko za sprawą włoskiego specjalisty Vittorio Sgarbiego, który gdy spojrzał na obraz wystawiony pod numerem 229 „La coronación de espinas” z „kręgu José de Ribery” (cena wywoławcza 1.500 euro) nie miał wątpliwości – to Caravaggio. Czy tak jest w istocie? Inni eksperci, między innymi przywoływana przez dziennik „La Repubblica” specjalistka od Merisiego (tak brzmiało prawdziwe nazwisko Caravaggia) Maria Cristina Terzaghi, także wskazują na tę atrybucję.

Wszystko zaczęło się od tego, że do Vittorio Sgarbiego odezwał się jego przyjaciel Antonello di Pinto, który na co dzień żyje między Lavello a Madrytem. Napisał on do Sgarbiego, że jakiś „magnat antykwariuszy” chce nabyć ten obraz za znaczące sumy, co go zaintrygowało i postanowił sprawdzić dlaczego. Zaczął się przyglądać obrazowi nr 229 i doszedł do wniosku, że może to być „Mattia Preti lub inny malarz rzymski z ok. 1630 roku”, po czym dodał „ale ja to ja, a ty jesteś największym autorytetem w tej materii. Powiesz mi może, tak dla rozrywki, co o tym myślisz? Gdyby ów „magnat” kupił obraz byłbyś gotów do wystawienia ekspertyzy? Oczywiście, że nazwisko malarza wymaga jednocześnie ekspertyzy Sgarbiego…”. Podobno tajemniczy nabywca trząsł się z emocji chcąc zdobyć dzieło. Gdy włoski historyk sztuki spojrzał na zdjęcie widoczne w katalogu natychmiast zrozumiał, dlaczego… Tak napisał w „Il Giornale”: „Nie miałem wątpliwości. Nie chodzi o Mattia Pretiego ani o mistrza rodzaju Bartolomeo Manfrediego albo de Ribery, ani o kogokolwiek z >>ortodoksów<< kręgu Caravaggia, lecz… o niego samego. Caravaggio. Bez dwóch zdań. Uczucie jest natychmiastowe i wypływa z absolutnego uproszczenia obrazu, oraz z jego brutalności – natychmiast czuć różnicę z „Ecce Homo” z Gallerii di Palazzo Bianco w Genui” (ten obraz uważano do dzisiaj, do czwartku 8 kwietnia 2021 roku, za dzieło Caravaggia, notabene w otoczce wątpliwości – przyp. TŁ). 

Foto za „Il Giornale” 08.04.21 – Vittorio Sgarbi porównuje „Ecce Homo” z Genui (po prawej) z obrazem wystawionym w Madrycie, jako dzieło Ribery. I bez wątpliwości stwierdza: to prawdziwy Caravaggio.

Obraz Caravaggia „Ecce Homo” ma swoją dobrze udokumentowaną historię. Wiadomo, że Michelangelo Merisi namalował go w 1605 roku na zlecenie kardynała Massimo Massimi. Dzieło znalazło się w 1631 roku w spisie inwentarzowym kolekcji Juana de Lezcano, ambasadora Hiszpanii przy Stolicy Apostolskiej, i zostało wycenione wówczas na wysoką sumę 800 skudów. Nadal jednak znajdowało się ono na terytorium Italii, a konkretnie w Neapolu: wpisane w inwentarz dóbr Garcii de Avellanda y Haro, księcia Castrillo i wicekróla Neapolu od listopada 1653 do 11 stycznia 1659 roku. Opis był następujący: „Obraz Ecce Homo na pięć dłoni wielkości z żołnierzem i Poncjuszem Piłatem, który oddaje Chrystusa ludowi”. Sam książę Castrillo, zaufany króla Hiszpanii Filipa IV, był w drugiej połowie XVII wieku znawcą i kolekcjonerem dzieł sztuki, zapewne admiratorem Caravaggia. Dowodem na to może być fakt, że posiadał inny jego obraz, a mianowicie „Salome z głową Jana Chrzciciela”, co razem z „Ecce Homo” stanowiło swego rodzaju komplet. Oba dzieła powędrowały wraz ze swoim właścicielem do Hiszpanii w 1659 roku. Pierwszy z nich był w 1666 roku w rękach królewskich, a wreszcie trafił do muzeum w Prado (gdzie znajduje się do dzisiaj, wraz z innym Caravaggiem – „Koronowanie koroną cierniową”), losy drugiego nie były znane aż do dzisiaj, gdy nagle stał się obiektem pożądania kolekcjonerów i samego muzeum madryckiego. 

Co pozwala przypisać atrybucję Caravaggiowi? Obrazowi, który na dzisiejszej aukcji wyceniono na 1.500 euro jako cenę wyjściową, a szacowaną końcową podano jako ok. 2250-3000 euro? Sgarbi podaje wręcz samo pierwsze wrażenie, a nawet porównanie z obrazem z Genui – o tyle o ile genueńska wersja jest teatralna, w jakiejś mierze nieprawdziwa, to tu mamy typową dla Caravaggia brutalność i prawdę. A do tego dochodzą charakterystyczne znaki, styl – widać to choćby po sposobie, w jaki pięść zaciska się na płótnie, widać to w twarzy Piłata, czy w cieniu na twarzy Chrystusa. Podobnie argumentuje Maria Cristina Terzaghi – wskazując na podobieństwa z innymi obrazami. Twarz Piłata bardzo przypomina oblicze św. Piotra męczennika z „Madonny różańcowej”, zaś czerwony materiał płaszcza Chrystusowego odmalowany jest identycznie, jak jak na płótnie „Salome”, zresztą właśnie z muzeum Prado. Według niej nie można mieć wątpliwości: „To dzieło ma głęboki związek z obrazami namalowanymi na początku pobytu Caravaggia w Neapolu”. 

Strona z dziennika „La Repubblica” 08.04.21 – Maria Cristina Terzaghi porównuje twarze Piłata (obraz po prawej) i św. Piotra męczennika z obrazu „Madonna różańcowa”. Po obejrzeniu dzieła w Madrycie nie ma wątpliwości – to Caravaggio.

Terzaghi wybrała się, pomimo pandemii, do Madrytu, by na własne oczy przekonać się, z czym mamy do czynienia. „To on!” – obwieściła bez żadnego wahania. Nie wszyscy jednak zgodnym chórem potwierdzają wersję Sgarbiego czy Terzaghi. Znakomity badacz malarstwa neapolitańskiego z XVII wieku Nicola Spinosa, nie zgadza się z taką atrybucją. Mówi, że istnieje podobieństwo z „Koronacją” z Prado, owszem, lecz obraz jest w istocie dziełem z kręgu Caravaggia, być może kogoś o lepszej „ręce” niż Ribera.

Obraz wycofano z aukcji w ostatniej chwili. Obecnie pod numerem 229 jest już inne dzieło, ale „Riberę–Caravaggia” nadal można zobaczyć w katalogu. Vittorio Sgarbi twierdzi, że kiedy rozpoczął starania, by obraz kupić dla Włoch i poinformował, że będzie brał udział w aukcji, to antykwariusz, który dzieło wystawił, niespodziewanie wycofał go z rynku. „La Repubblica” twierdzi, że to za sprawą decyzji rządu Hiszpanii, który nakazał takie rozwiązanie, zaś chrapkę na kolejne wielkie dzieło Mistrza ma oczywiście muzeum Prado w Madrycie. Inna wersja mówi, że to sam właściciel wycofał dzieło z aukcji, obawiając się, że jeśli pójdzie zbyt wysoko, jego sprzedaż zagranicę zostanie zablokowana. A teraz cena skoczyła niebotycznie w górę. Już nie 1.500 euro, a 150 milionów euro może kosztować „Ecce Homo” mistrza Michelangelo Merisiego detto Caravaggio. 

Ligabue – „włoski Nikifor”

W Ferrarze, w Palazzo dei Diamanti, trwa właśnie wystawa jednego z najbardziej oryginalnych artystów prymitywistów XX wieku – Antonio Ligabue (1899-1965). Jego los można porównać do polskiego Nikifora. Obaj schorowani, bez rodziny, z problemami psychicznymi, odrzuceni przez społeczeństwo – stworzyli niezwykły wizjonerski świat, a ich sztuka nie pozostawia nikogo obojętnym. Ligabue, podobnie jak Nikifor, doczekał się też swojego filmu fabularnego, a aktor grający tego włoskiego artystę, stworzył wspaniałą kreację, za którą został uhonorowany wieloma nagrodami.

Antonio Ligabue urodził się w Zurychu we włoskiej rodzinie, ale tuż po urodzeniu został oddany na wychowanie szwajcarsko-niemieckiemu małżeństwu Johannesowi Valentin Göbel i Elisie Hanselmann, które nie miało swoich dzieci. Kiedy miał 13 lat jego biologiczna matka i trzej bracia zmarli tragicznie. Antonio pracował ciężko jako parobek u swych przybranych rodziców, a po jednej z licznych kłótni, został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. W 1919 roku para postarała się, by deportowano go ze Szwajcarii do Włoch.

Antonio Ligabue

Zaczyna się jego tułaczka po Italii, nie zna języka, może liczyć tylko na pomoc kolejnych przytułków dla żebraków, często ląduje w zakładach psychiatrycznych. Ale wtedy zaczyna malować. W 1928 roku spotyka na swej drodze Renato Marino Mazzacuratiego, sławnego włoskiego rzeźbiarza i malarza, który docenia zdolności artystyczne i niezwykły talent Ligabue. Mazzacurati uczy go zasad malarstwa olejnego i wspiera materialnie. Sztuka staje się dla Antonia środkiem do pokonywania trudności i oddawania głosu swojej wyobraźni. Ale problemy nie przestają dawać o sobie znać, w 1937 roku artysta znów trafia do szpitala z powodu samookaleczeń. Cztery lata później wyciąga go stamtąd rzeźbiarz Andrea Mozzali i daje mu schronienie we własnym domu pod Reggio Emilia. Ligabue zaczyna służbę we włoskiej armii jako tłumacz, ale w 1945 roku bije do nieprzytomności niemieckiego żołnierza i znów trafia do zakładu zamkniętego. Po wyjściu zaczyna malować jeszcze więcej, staje się znany, interesują się nim dziennikarze, krytycy i marszandowie.

W 1957 roku Severo Boschi, dziennikarz gazety Il Resto del Carlino i fotograf Aldo Ferrari robią mu słynną serię zdjęć. W 1961 roku odbywa się pierwsza indywidualna wystawa w galerii La Barcaccia w Rzymie. Rok później Ligabue ma wypadek motocyklowy, jest sparaliżowany. W 1965 roku prosi o przyjęcie do Kościoła Katolickiego, zostaje ochrzczony i bierzmowany, wkrótce potem – 27 maja 1965 roku – umiera w Gualtieri. Tuż po jego śmierci odbywa się w Rzymie wielka retrospektywa jego twórczości.

LIGABUE W FILMIE

„Volevo nascondermi” („Hidden Away”) reż. Giorgio Diritti, 2019

W ubiegłym roku zainteresowanie tym wielkim artystą-samoukiem wzrosło dzięki filmowi Giorgio Dirittiego „Volevo nascondermi”. Obraz jest inspirowanym życiorysem malarza. Główną rolę zagrał niesamowicie Elio Germano, który w ubiegłym roku zdobył za nią Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale. W obsadzie obok Germano znaleźli się m.in. Pietro Traldi, Orietta Notari, Andrea Gherpielli, Oliver Ewy oraz Leonardo Carrozzo. Zdjęcia zrobił  Matteo Cocco, a muzykę napisali – Marco Biscarini i Daniele Furlati.

Foto: materiały prasowe producenta © chico de luigi

Antonio Ligabue przez całe życie walczył. Chciał być traktowany jak istota ludzka, ale jednocześnie pragnął, by było tak dzięki jego sztuce. Był pełen kontrastów, popadał w skrajne stany emocjonalne, ale miał także cudowny uśmiech, który do dziś wiele osób wspomina. Miał w sobie pierwiastek dziecięcy. Był dorosłym mężczyzną, a jednocześnie dzieckiem – opowiadał reżyser. 

Foto: materiały prasowe producenta © chico de luigi

Niestety, filmu jeszcze nie można obejrzeć w Polsce, jak tylko będzie dostępny zawiadomimy Państwa. 

WYSTAWA W FERRARZE

„Antonio Ligabue. Una vita d’artista”

Wystawa dokumentuje całą działalność Ligabue. W Palazzo dei Diamanti, w Ferrarze, pokazano ponad sto prac, w tym obrazy, rzeźby i rysunki, niektóre nigdy dotąd nie wystawiane. Prac artysty zebrano wokół podstawowych tematów, do których nieustannie powracał: od intymnego dziennika autoportretów po pejzaże serca, od portretów po martwe natury, od dzikich zwierząt po zwierzęta domowe, od wiejskich krajobrazów po sceny łowieckie i burze śnieżne. Ekspozycja podkreśla wyjątkowość poetyki Ligabue i ujawnia naturalną, czystą i instynktowną siłę jego geniuszu.

Wystawa potrwa do 5 kwietnia.

MUZEUM MALARZA

Fondazione Museo Antonio Ligabue

W Gualtieri, miejscowości, w której pod koniec życia mieszkał artysta, w 2018 roku stworzono muzeum poświęcone jego twórczości. Fondazione Museo Antonio Ligabue. Gualtieri leży przy drodze z Mantui do Parmy, a muzeum mieści się na Piazza Bentivoglio 36. 

Dwa jeziora zamiast oczu

Zmarła Isa Stoppi, jedna z najsłynniejszych modelek lat sześćdziesiątych, urodzona w Libii a potem adoptowana i wychowana we Włoszech. Mieszkała w Mediolanie. Oczarowała między innymi znanego fotografa Avedona. Nad jej śmiercią boleje jej były mąż, przemysłowiec Gian Germano Giuliani.

 „Jej oczy oczarowały świat” – pisze w „Corriere della Sera” Candida Morvillo. Fotograf Richard Avedon mówił: „Isa Stoppi jest najpiękniejszą kobietą świata” i dodawał – „Miała dwa jeziora zamiast oczu”.  Pogrzeb odbył się w kościele San Vicenzo de’ Paoli w Mediolanie.

Bedy Moratti, niezwykle wzruszona, po ceremonii była w stanie powiedzieć jedynie kilka słów: „Isa Stoppi była bardzo piękna i to jest jasne dla wszystkich. Ale była także bardzo uduchowiona i inteligentna. I była dobra”.

Isa Stoppi urodziła się w Trypolisie w Libii. Została adoptowana. Wychowywała się w Fiorenzuola d’Adda w Piacentino, a potem przeniosła się do Mediolanu.

Twarz Isy znał cały świat – za sprawą największych magazynów mody, takich jak Vogue czy Harper’s Bazaar. W 1962 roku reprezentowała Italię w konkursie Miss Universo.

Dwa lata później fotograf Gian Paolo Barnierio zrobił jej kilka zdjęć i ta sesja otworzyła jej drogę do kariery światowej.

Przemysłowca Gian Germano Giulianiego poślubiła w 1972 roku. W Nowym Jorku była wśród najważniejszych włoskich modelek Vogue, obok Benedetty Barzini, Mariny Schiano, Alberty Tiburzi, Mirelli Petteni. Spotykała się z wielkimi sławami – Marią Callas, Frankiem Sinatrą, Dustinem Hoffmanem. Ponoć próbował ją zdobyć Ted Kennedy.

Dzisiaj żegnają ją całe Włochy. Informacjami o jej śmierci na pierwszych stronach gazet. A także zamieszczając całostronicowe pożegnania. 

Jej ex-mąż Gian Germano Giuliani w nekrologu napisał: „Twoje piękno było odbiciem lustrzanym twojego życia”.

/TC/ Fonte – Corriere della Sera