TRIBUNA STAMPA – W CIENIU MEDIOLAŃSKICH DERBÓW

Zbliżał się termin pierwszych Derbów nowego sezonu 2023/24, a odpowiedź nie nadchodziła. W sumie trudno się dziwić, gdyż nie tylko od dawna nie było biletów dla tzw. zwykłych kibiców, nie mówiąc o wymagającej nadzwyczajnej rekomendacji Tribuna d’Onore, ale problemy były także z akredytacjami dziennikarskimi. Ponieważ celem wyjazdu niżej podpisanego nie  był mimo wszystko mecz piłkarski, ale solidna (i zrealizowana) kwerenda w Veneranda Biblioteca Ambrosiana dotycząca dziejów włoskiej historiografii ze szczególnym uwzględnieniem „Storia d’Italia” Francesco Guicciardiniego (fundamentalnego dzieła włoskiej myśli historycznej, dotąd nieznanego polskiemu czytelnikowi, nie znającego języka włoskiego), pozostawało jedno tylko włoskie słowo: Pazienza… no i ewentualne poszukanie miejsca, w którym można byłoby wspólnie z przyjaciółmi – zarówno di fede interista , jak i milanista (to w Mediolanie, w odróżnieniu na przykład od Krakowa rzecz normalna) – obejrzeć 238 Derby della Madonnina. 

W istocie historia mediolańskich pojedynków to nie tylko historia futbolu, ale w dużej mierze odzwierciedlenie dziejów Włoch w XX wieku i w pierwszych dziesięcioleci XXI stulecia. Wszystko zaczęło się w latach 1909-1910; pierwsze bowiem Derby zostały rozegrane 10 stycznia 1909 r. , i wygrał je Milan 3-2. Szybko jednak Inter się zrewanżował, gdyż już w lutym 1910 r. dwa razy pokonał lokalnego rywala strzelając za każdym razem po 5 bramek. I tak to się zaczęło, zaś historycy włoskiego calcio wyróżniają szereg dekad w dziejach Derbów odpowiadające ważnym wydarzeniom historycznym i politycznym we Włoszech. Lata 1910-1920 to z jednej strony prawdziwy koniec czasów kształtowania się zjednoczonego państwa włoskiego (i okresu gdy liberalne Włochy określano mało poważnie Italietta), ale przede wszystkim czas 1 wojny światowej, która formalnie zwycięska zyskała znaną ocenę Gabriele D’Annunzio jako vittoria mutilata (okaleczone zwycięstwo).

Drużyna Interu 1909-1910

Lata 20. i 30., to czas dyktatury faszystowskiej Benito Mussoliniego, która chętnie posługiwała się sportem, w szczególności piłką nożną, jako instrumentem propagandy mającej w tym przypadku na celu uzyskania społecznego konsensu dla reżimu. Były zresztą ku temu podstawy, zważywszy na dwa tytuły Mistrzostw Świata w 1934 i 1938 r. (wielką rolę odegrał w tym zakresie Vittorio Pozzo, „silny człowiek” włoskiego futbolu w latach 1912-1948 !). I jak już pisałem w tekście poświęconym roli sportu w historii Włoch okresu faszystowskiego (w publikacji zbiorowej pod redakcją prof. Tomasza Gąsowskiego i niżej podpisanego: „Sport i polityka w dwudziestowiecznych państwach totalitarnych i autorytarnych”, Kraków 2009): „Równie istotne jak losy Reprezentacji Włoch było dla reżimu faszystowskiego podporządkowanie sobie rozgrywek o Mistrzostwo Włoch (…)”. Innym przejawem owych autorytarnych wpływów władz na organizację życia sportowego, były decyzje z 1928 r. oraz 1932 r., na mocy których  F.C. Internazionale „musiał zmienić nazwę na ściśle związaną z tradycją mediolańską  (zatem włoską, a nie międzynarodową) – odtąd Inter (przez cały okres faszystowski) nosił nazwę Ambrosiana”.

Vittorio Pozzo

Włoscy badacze dziejów calcio podkreślają jednak, że dla znacznej części kibiców była to zmiana wymuszona i że nadal pojawiały się z trybun okrzyki „Forza Inter !” Inna rzecz, że formalna nazwa (od 1932 r.) łączyła obie i jako Ambrosiana-Inter wygrywała mecze derbowe, zdobywając zarazem tytuły mistrzowskie w 1930, 1938 i 1940 r. Niewątpliwie też główną postacią zarówno ówczesnego włoskiego, jak i mediolańskiego futbolu był Giuseppe Meazza (rocznik 1910). Jego historia jest znana z wielu innych przykładów: odrzucony jako junior przez ulubiony A.C. Milan, został na wiele lat (1927-1940) czołowym zawodnikiem F.C. Internazionale (i Ambrosiany), rzecz jasna także reprezentacji Włoch. Ale Meazza zagrał także w Milanie (1940-1942), Juventusie (1943), Varese (1944), po wojnie w Atalancie (1945-1946), a zakończył karierę nie gdzie indziej jak w Interze w latach 1946-1947. W 1980 r. Stadio San Siro nazwano jego  imieniem, aczkolwiek trzeba przyznać, że większość kibiców (ale i dziennikarzy) mówi nadal San Siro, nie zaś Stadio Giuseppe Meazza.

Giuseppe Meazza

Po wojnie początkowo w Derbach przeważał Milan, a w jego szeregach sławne szwedzkie trio Gre-No-Li (Gren-Nordahl-Liedholm), zaś sam Nordahl (do dziś rekordzista co do strzelonych bramek dla Milanu) przyczynił się walnie do zdobycia tytułu mistrza Włoch w latach 1951 i 1955. Z kolei na okres od 1962 do 1966 r. przypada legendarna „złota era” Interu, drużyny nie tylko najlepszej we Włoszech, ale zwycięskiej również w europejskich pucharach. Epoka ta związana była bez najmniejszej wątpliwości z dwiema postaciami: właścicielem Angelo Morattim oraz wybitnym napastnikiem Sandro Mazzolą. To był zarazem czas wielkich przemian we Włoszech, tzw. boomu czy też cudu gospodarczego dzięki któremu Włochy stały jednym z najbardziej rozwiniętych krajów świata, a wysoki poziom calcio (w tym sukcesy drużyn z Mediolanu) to był  jeden z czynników – tak jak włoska literatura czy film – kształtujących na długie lata pozytywny obraz Włoch na świecie.

1971–72 Football Club Internazionale Milano – Alessandro “Sandro” Mazzola

W latach 70. i 80. obie mediolańskie drużyny prezentowały nadal wysoki poziom piłkarski, nadal też toczono zacięte mecze derbowe (z przerwą na degradację Milanu do Serie B z powodu udziału w aferze korupcyjnej w sezonie 1980/81), zaś publiczność na San Siro mogła cieszyć oczy grą wielkich gwiazd poczynając od Giacinto Facchettiego do zawodników „wielkiego Milanu”, stworzonego – nie tylko jako hobby sportowe – przez ambitnego przedsiębiorcę Silvio Berlusconiego. Największe zwycięstwa, nie tylko we Włoszech, ale także na arenie międzynarodowej, odnosił bowiem Milan w pierwszej połowie lat 90, w czasach błyskawicznej kariery politycznej swego właściciela, stając się częścią zwycięskiego w każdej kategorii „imperium” medialno-politycznego późniejszego wielokrotnego premiera Republiki Włoskiej. Ale i Inter nie przestał konkurować z lokalnym rywalem dzięki Massimo Morattiemu, synowi Angelo.

Angelo Moratti i Giacinto Facchetti

Na San Siro można zatem było podziwiać gwiazdorskie popisy Gullita, van Bastena, Szewczenki, ale także Ronaldo czy Simeone. I prawie jak w politycznym systemie dwupartyjnym, po okresie przewagi Milanu, na okres 2006-2010 przypadła dominacja Interu, a epokę Morattiego zakończyła (w sezonie 2009-2010), pozostając do dzisiaj w pamięci współczesnych pokoleń sympatyków  Interu, sławna Triplete, czyli potrójny sukces: scudetto w Serie A, Puchar Włoch i przede wszystkim zwycięstwo w Champions League. A wszystko to dzięki Mou – Jose Mourinho.

Ostatni okres to zmiana struktury właścicielskiej obu klubów, wejście kapitału zagranicznego, z tym, iż większą stałością wykazali się chińscy inwestorzy w Interze Mediolan, potrafiący zarazem uzyskać akceptację wymagających pod tym względem włoskich kibiców. Wyjątkowo trafnym posunięciem z ich strony było nominowanie na stanowisko wiceprezesa Javiera Zanettiego oraz pozyskanie na funkcję Amministratore Delegato – Giuseppe Marotty, wcześniej pracującego w Sampdorii i Juventusie. Marotta to bez wątpienia obecnie najlepszy i najbardziej skuteczny menedżer top klubów w Serie A.

I oto przed samym wyjazdem przychodzi wiadomość, którą można określić jednoznacznie: miracolo a Milano. Jest akredytacja na 238 oficjalne Derby della Madonnina. Nie pozostaje nic innego jak wysłać podziękowanie do Działu Komunikacji Interu Mediolanu (gospodarza meczu derbowego) i w drogę. Ostatni odcinek trochę z przeszkodami (aż 6 godzin z Udine do Mediolanu, a to z powodu generalnych remontów drogiej autostrady, nie mówiąc już o kosztach benzyny: 2,30 Euro za litr, chyba najwięcej w całej Europie), ale jednak udało się. Wprawdzie z kilkuminutowym spóźnieniem (ponownie nie pozostaje nic innego jak podziękować koleżankom i kolegom z Działu Komunikacji, którzy pomogli dziennikarzowi z dalekiej Polski), ale już można oglądać mecz derbowy. Było już wprawdzie 1-0 po golu Mkhitaryana zdobytym już w 5 minucie spotkania, ale drugą bramkę, po pięknym strzale z dystansu młodego Marcusa Thurama (w 38 minucie) można było podziwiać z pełnym spokojem i uznaniem dla zawodnika. Inter przeważał, ale podszedł do gry na początku 2 połowy ze zbyt dużym spokojem i to się, jak to zwykle w piłce bywa, zemściło w postaci bramki Leao w 58 minucie. Ożywili się od razu tifosi Milanu, ale dość szybko zostali „sprowadzeni na ziemię” po celnych strzałach: ponownie Mkhitoryana (70 min.) oraz Calhanoglu z karnego (w 80 min.). 4-1 to już był pogrom, zaś bramka Frattesiego w doliczonym czasie gry dopełniła upokorzenia Milanu.

Nic więc dziwnego, że na konferencji prasowej (notabene sala konferencji na zapleczu San Siro wielkiego wrażenia nie robi, na przykład pawilon medialny 1-ligowej obecnie Wisły Kraków jest dużo bardziej wygodny i reprezentacyjny) trener Inzaghi tryskał optymizmem, wskazując zarazem, że zwycięstwo w Derbach jest ważne, ale że to tylko początek długiego w Serie A sezonu. Dużo gorzej miał trener Pioli. Już przed konferencją, gdy dziennikarze prasowi musieli czekać na to jak wypełnią swój obowiązek zawodowy dziennikarze telewizyjni (tu kolejność jest bezwzględna na korzyść stacji telewizyjnych), widać było poruszenie wśród kolegów obsługujących na co dzień Milan. I gdy pojawił się Pioli, przystąpili do działania,  i padło też niemiłe pytanie: czy po piątej z kolei porażce Milanu w Derbach jego trener nie powinien przeprosić kibiców ? Pioli odrzucił wszelkie zarzuty, i stwierdził jednoznacznie, że przepraszać nie ma za co. Doczekał się oczywiście krytyki w relacjach w prasie poniedziałkowej, ale obiektywnie rzecz biorąc miał sporo racji: Inter był niewątpliwie na boisku lepszy i dużo bardziej skuteczny od rywala, lecz przecież Milan prowadził otwartą grę i nie był aż tak słaby, jakby wskazywał na to wynik końcowy.

238 Derby mediolańskich drużyn – rozegrane na wypełnionym całkowicie stadionie San Siro (ponad 75 tysięcy widzów) – to była dobra wizytówka jakości gry w Serie A. Zawsze też budzi moje najwyższe uznanie (szczególnie przyjeżdżając z Krakowa), iż można z pełnym zaangażowaniem (i wcale w wywieszanych i wykrzykiwanych hasłach niezbyt łagodnie) kibicować swojej drużynie, ale potem w barwach klubowych wracać razem, spokojnie i korzystając  wspólnie z miejskiej komunikacji, zwłaszcza z zatłoczonych wtedy wagonów metra. I choć chętnie kibice obu drużyn podkreślają, że nie mają żadnych piłkarskich „kuzynów” w swoim mieście i rywalizacja jest autentyczna, to warto by ten aspekt Derbów nigdy nie uległ zmianie.

*Tribuna Stampa to była rubryka którą niegdyś niżej podpisany firmował w krakowskim „Tempie”. Autorsko postanowiłem przywrócić ją dla Faro d’Italia.

STEFAN BIELAŃSKI

Grazie Gigi!

Jego zawodowa kariera była tak długa, że w czasie jej trwania zdążyło wyrosnąć i założyć rodziny całe pokolenie fanów calcio, które nie pamiętało sytuacji, gdy na bramce stał ktoś inny. Gianluigi Buffon ogłosił właśnie, że odchodzi „do cywila”.

Urodził się 28 stycznia 1978 roku. 13 czerwca 1991 roku został kupiony z Bonascoli do AC Parmy, w zawodowej piłce zadebiutował pięć miesięcy później – 19 listopada 1995 roku w meczu Parmy z AC Milanem. Jego karierę można by opisywać liczbami meczów w barwach klubowych oraz w reprezentacyjnej koszulce, ilością obronionych strzałów czy rzutów karnych, meczów rozegranych w europejskich pucharach i na turniejach. Ja jednak spojrzę na człowieka, który stoi za tymi statystykami

Człowiek honoru/człowiek lojalny – kiedy po aferze Calciopoli Juventus został ukarany degradacją do Serie B, jako jeden z niewielu został w klubie i walczył o powrót do Serie A. Uważał, że jest to winny kibicom oraz klubowi. Został mimo tego, że w czasie kiedy świat calcio żył kolejnymi wychodzącymi na jaw faktami związanymi z korupcją władz turyńskiego klubu oraz kiedy zapadały wyroki, on wraz z drużyną narodową zdobył tytuł Mistrza Świata. Mistrz został w bramce Juve i po roku wprowadził klub do Serie A, a w kolejnych latach zdobył z nim osiem tytułów Mistrza Włoch, pięć Pucharów Włoch i cztery Superpuchary Włoch.

Rekordzista – poza wieloma wynikami dotyczącymi sportu z Gigim wiąże się także kilka transakcji biznesowych, które pokazały, że świat piłki wiąże coraz bardziej się ze światem wielkich pieniędzy. Nie wszyscy już pamiętają, że football w poprzednim stuleciu nie wiązał się z astronomicznymi kwotami wynagrodzeń i transferów. Ale 3 lipca 2001 roku Gianluigi podpisał kontrakt z Juventusem, który kupił go z AC Parmy za 52 miliony euro. Do 2016 roku ta transakcja była najdroższym zakupem Juventusu (przebił ją dopiero transfer Gonzalo Iguaina, z S.C. Napoli, za 90 milionów euro), a do 2018 roku najwyższą ceną jaką kiedykolwiek na świecie zapłacono za bramkarza. 

Buffon jako gracz Parmy.

Pechowiec? – zagrał w trzech finałach Ligi Mistrzów. Każdy przegrał. Z reprezentacją często omijał wielkie turnieje (brak kwalifikacji, kontuzje), a kiedy już na nich grał to często dużo poniżej oczekiwań. Mówiło się, że ciąży nad nim fatum Ligi Mistrzów. Ja jednak uważam, że takie jest właśnie piękno sportu. Porażka jest jego nieodłączną częścią. No i czy można mówić o fatum czy pechu, w przypadku człowieka, który ma na swym koncie kilkadziesiąt trofeów? 

Człowiek ludzki” – jakoś bliżsi naszemu sercu są zawsze ci wielcy ludzie, którzy nie wstydzą się pokazać swoich słabości. Którzy potrafią pokazać coś więcej niż posągowa wielkość. Właśnie taki jest Gigi. I był przez całą swoją karierę. Nie wahał się opowiadać wszystkim czego się obawia, jakie ma słabości i czego żałuje.

Wielki sportowiec – jego kariera zaczęła się z wysokiego C – debiut przeciw wielkiemu Milanowi lat dziewięćdziesiątych i czyste konto z tego spotkania, pozwalało od razu przewidywać, że ten siedemnastoletni chłopak będzie wiele lat cieszył nas swoją grą. I faktycznie tak było. Ale takie rzeczy nie są dziełem przypadku. Jako wielkiego sportowca wyróżniało go to, że przez lata niezależnie od tego czy przygotowywał się z Juventusem do finału Ligi Mistrzów, czy z Parmą grającą na zapleczu wielkiej piłki, czy jechał na mecz z Ascoli Calcio dawał z siebie to samo zaangażowanie, entuzjazm i zapał. Przez całe dziesięciolecia.

Życie nie lubi próżni, pojawią się nowi bohaterowie. Ale teraz żegnamy się z jednym z ostatnich prawdziwych sportowców, bramkarza  z krwi i kości wychowanego jeszcze w erze analogowej, który na długo będzie niedoścignionym wzorem, choć zawsze pozostanie normalnym chłopakiem z boiska.  

Claudio Marchisio, były kolega Gigiego z Juventusu i reprezentacji pięknie sparafrazował słowa Enzo Ferrariego, który mawiał, że jeśli damy dziecku kartkę papieru oraz kredki i poprosimy, by narysowało samochód to narysuje je w kolorze czerwonym. Claudio twierdzi, że dziecko poproszone o narysowanie bramkarza narysuje Buffona.

Gianluigi Buffon wzbudzał u wszystkich jedynie pozytywne emocje, dlatego uważam, że ponad klubowymi podziałami i reprezentacyjnymi sympatiami w imieniu wszystkich kibiców mogę powiedzieć GRAZIE GIGI!   

Bartek Tyrawski

URODZINY NAJSTARSZEGO NADAL DZIAŁAJĄCEGO KLUBU PIŁKARSKIEGO W ITALII

7 września 1893 roku w Genui powstał „Genoa Cricket and Athletic Club”. Założony przez brytyjski konsulat we Włoszech, zrzeszał anglików (Włosi nie mogli przystąpić do klubu) i nie skupiał się na piłce nożnej. Dopiero w roku 1897, dzięki doktorowi Jamesowi Richardsonowi Spensleyowi w klubie otwarto sekcję piłkarską – stał się on również jej managerem. To dzięki niemu Włosi zostali dopuszczeni do klubu a już w 1989 roku odbyły się pierwsze Włoskie Mistrzostwa Piłki Nożnej, które Genoa wygrała po zaciętym meczu z Internazionale Torino.

Po zwycięstwie nazwę klubu zmieniono na używaną do dzisiaj „Genoa Cricket and Football Club”, a śladu angielskiego dziedzictwa klubu pozostały już tylko w jego logo.  Gdyby nie Genoa, nie odbyły by się pierwsze mistrzostwa, klub miał też ogromny wpływ na miejsce Italii w świecie międzynarodowej piłki nożnej (gracze Genui wielokrotnie tworzyli trzon drużyny Azzuri).

Drużyna rezyduje od 1911 roku  na stadionie ‘Stadio Luigi Ferraris’, najstarszym stadionie na którym rozgrywa się nadal włoską profesjonalna piłkę.

ZRÓBCIE TO AZZURRI! NIEBO DZISIAJ MUSI BYĆ BŁĘKITNE!

FINAŁ ME – WEMBLEY. ITALIA – ANGLIA. GODZ. 21.00

Pierwszy skład: Dino Zoff, Ciccio Graziani, Beppe Bergomi, Gaetano Scirea, Fulvio Collovati, Claudio Gentile. W niższym rzędzie –  Bruno Conti, Paolo Rossi, Lele Oriali,  Antonio Cabrini i Marco Tardelli!

To nie oni wybiegną dzisiaj na boisko. Wybiegli 39 lat temu zdobywając Mistrzostwo Świata.

Włosi nie śpią spokojnie od kilku dni. Od półfinału. Dyskutują, wyliczają szanse. La Gazzetta dello Sport przypomina – 11 lipca 1982 roku Włosi zdobyli Mistrzostwo Świata. Ta data jest magiczna, ta data może przynieść szczęście! Bądźcie więc jak lwy, bądźcie jak wielka Squadra Azzurra z 1982 – piszą zatem niedzielne gazety, szukając analogii i dobrych znaków. Włosi są przesądni – może zatem dlatego w dniu finału poważny dziennik Corriere della Sera publikuje zdjęcie angielskiej flagi z… czarnym kotem kroczącym tuż przed nią?

Może czarny kot przyniesie pecha Anglikom? Zdjęcie publikuje Corriere della Sera

Krzyk Tardelliego na madryckim Bernabeu po tym gdy Włosi pod wodzą Bearzota pokonali w finale Mistrzostw Świata drużynę RFN jest dzisiaj przypominany – jak śpiew indiańskich szamanów przed bitwą. Potrzeba wszystkiego: eneregii, dobrej organizacji gry, żelaznej obrony, pewności siebie Chielliniego i Bonnucciego wspieranych po bokach przez Emersona i Di Lorenzo, błyskotliwej gry w ataku – Chiesy, Immobile, Insigne, mądrego środka pola z Jorginho po środku i Barellą oraz Verratim na skrzydłach. I potrzeba znakomitego Gigio w bramce. Oby poszedł w ślady Dino, oby poszedł w ślady Gigiego. Wielkich poprzedników tej kadry. 

Tardelli po zdobyciu Mistrzostwa Świata 1982

Ta podróż zaczęła się od meczu towarzyskiego 28 maja 2018 roku w San Gallo z Arabią Saudyjską. Dzisiaj mamy finał tej długiej drogi, dzisiaj do zdobycia jest tron. Mancini w 1982 roku miał siedemnaście lat i grał w Bolonii i jak pisze La Gazzetta dello Sport – „w owym czasie grał w koszulce z wełny, chodził po ulicach przeglądając się w witrynach sklepów by sprawdzić czy spodoba się dziewczynom, a wielkich piłkarzy słuchał głównie w radio”… Oby dzisiaj poprowadził na tam, gdzie w 1982 poprowadził nas Bearzot. Do piłkarskiego raju. Powiedział w przedmeczowym wywiadzie, odnosząc się do tego, iż Wembley będzie pełne angielskich kibiców, że Anglicy będą grali „u siebie” – „Nie będziemy myśleć o angielskich kibicach w trakcie gry. Mam nadzieję, że usłyszymy naszych. Na koniec” i dodał coś ważnego – „Italio, musisz mieć jeszcze odwagę by bawić się tym meczem!” Odwaga, lekkość, fantazja, odpowiedzialność, styl – to wszystko macie, błękitna drużyno. Oby finał Wimbledonu przyniósł nam także dobrą wróżbę – o 15 Włoch Berrettini będzie grał z Djokovicem. Dwa razy włoskie W – Wimbledon i Wembley. W Italia! Forza Italia!

A puchar… puchar już w jakimś sensie jest włoski. Został wykonany przez włoską firmę Iaco Group prowadzoną przez Alberto Iacovacci i zaprojektowany przez włoskich stylistów a potem wykonany przez rzemieślników z Vicenzy. Waży 8 kilo, ma 60 centymetrów wysokości. Czyż dzisiaj nie będzie wygladał najlepiej podniesiony wysoko w górę przez zawodników Squadra Azzurra? Czy nie będzie wyglądał najpiękniej – na tle BŁĘKITNEGO NIEBA? 

Tomasz Łysiak

Riapartiamo – „Ruszamy od nowa”!

Italia wraca do życia. Do radości, zwykłości, normalności. Do cieszenia się tym, co piękne, do bliskości, otwartości. Także poprzez sztukę i sport. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w tym pomagają.

„Ripartiamo” – czyli „Ruszamy od nowa” – taki napis znalazł się na filiżankach do kawy firmy Illy, zaprojektowanych przez artystę Matteo Attruia. W jednym z marcowych wywiadów Attruia mówił o sztuce i kulturze, obszarze życia mocno dotkniętym przez pandemię. Uznano, że zarówno kultura jak i sport nie są niezbędne do życia, zatem należy zamknąć stadiony, teatry, galerie, kina. Z punktu widzenia medycznego i epidemiologicznego – zapewne słusznie – jednak z punktu widzenia potrzeb i zdrowia duchowego ludzi, ten brak pokazał właśnie, jak bardzo i sztuka i sport są człowiekowi potrzebne do dobrego życia. Prawie tak jak chleb.

Gdy ustawimy obok siebie trzy filiżanki autorstwa Attrui przeczytamy słowo – „Ripartiamo”. Zostały wypuszczone na rynek z okazji ponownego otwarcia we Włoszech restauracji, kawiarni i barów, zaś firma Illy poprosiła, by z tej okazji, 1 czerwca, bariści oferowali „pierwszą kawę normalności” za darmo. Ot właśnie, choćby w takich filiżankach. Wiem, że to mądra promocja firmy. Ale nie tylko. To tak