Un faro. Według słownika może oznaczać: 1. Latarnię morską lub w obecnym ruchu powietrznym – lotniczą 2. Reflektor teatralny lub kinowy 3. Reflektor samochodowy 4. Światło kultury i cywilizacji (w przenośni).

Dla mnie i dla Magdy – słowo to przede wszystkim kojarzy się z Il faro della Vittoria, pełną czaru latarnią morską w Trieście, górującą nad zatoką. Piękna kolumna, zwieńczona figurą bogini Wiktorii upamiętnia zwycięstwo włoskie w I wojnie światowej i stanowi jednocześnie pomnik nieznanego, poległego marynarza. Jej światło widać w ciemnościach z daleka. Patrzymy na nie czasem nocą z okolic Castello Miramare lub Piazza Unità d’Italia. A gdy jedziemy do ukochanych Włoch ten blask działa na wyobraźnię, jak na niegdysiejszych marynarzy, którzy w świetle latarni odnajdowali drogę do domu.

Także i drugie znaczenie słowa „faro” jest nam bliskie. Reflektor zwraca się na to, co piękne, wysublimowane, wysokie kulturowo. Dlatego kochamy Italię — tu bowiem wszystko, od krajobrazu, przez zabytki, starożytności, muzykę operową, malarstwo, literaturę i sztukę po ubranie, jedzenie a nawet sport unoszone jest to rangi estetycznie wyższej. Szukamy tego, co Piękne. W porannej kawie. W szeleście gazety. W drzewie piniowym. W wierszu Petrarki. W smaku oliwy. W wytartych kamieniach Via Appia, pamiętających wieki kształtujące europejską, a więc i polską kulturę. Słusznie pisał Sienkiewicz: „Każdy człowiek cywilizowany ma dwie ojczyzny — własną i Włochy”.

Reflektor samochodowy – tu także odnajdujemy sens – to sens naszych podróży do Włoch. Zazwyczaj właśnie samochodem. By móc zatrzymać się nagle na pierwszej lepszej stacji benzynowej, wypić espresso na Autogrillu, i cieszyć się smakiem zwykłego życia w Italii. Ot tak, przy drodze. W małym miasteczku. W zaułkach Florencji. W antykwariacie w Arezzo. W cieniu katedry w Orvieto. W herbertowskiej ciszy w Paestum. W zapachu morza w Amalfi. I przy małym straganiku na drodze z Salerno do Neapolu, na którym starsza pani sprzedaje najlepsze na świecie figi z własnego ogrodu. Smak tej figi – to smak Italii.

Wreszcie znaczenie ostatnie. Światło kultury i cywilizacji. Można by pisać o Dantem i Leonardo. O Bellinim, Mantegni, Botticellim. O Rossinim i Verdim. Owszem. „Va’ pensiero sull’ali dorate” – „Leć myśli na złotych skrzydłach wyobraźni” z chóru opery „Nabucco”. Można by. Ale posłużę się cytatem z filmu Paolo Sorrentino „La Grande Bellezza” („Wielkie Piękno”): „Kilka dni po skończeniu 65 lat dokonałem jednego z najważniejszych odkryć w moim życiu. Że nie mogę już tracić czasu na rzeczy, których nie chcę robić”.

Doszliśmy do wniosku, że poza tym, co robimy zawodowo, chcemy pisać o tym, co piękne i fascynujące w Italii.

Zapraszamy Wszystkich, którym bliska jest fascynacja i miłość do tego co Piękne w Italii do współtworzenia tej strony.

Tomasz Łysiak