Fantastyczna podróż po oblanej słońcem Italii, kraju, w którym kuchnię podniesiono do rangi sztuki – tak brzmi podtytuł książki Eleny Kostioukovitch, uhonorowanej w 2007 roku prestiżową nagrodą Premio Bancarella della Cucina. O książce – do której wstęp napisał Umberto Eco – nie tylko przez pryzmat jedzenia, ale kultury, sztuki i tradycji, pisze Maja Nabzdyjak. 

Będąc swego rodzaju językiem, kuchnia zawiera i wyraża kulturę tych, którzy się nią zajmują, jest depozytariuszką tradycji i tożsamości pewnej grupy ludzi. Manifestuje się i buduje porozumienie w sposób silniejszy nawet niż język, ponieważ jedzenie wchłaniane jest bezpośrednio przez nasz organizm; łatwiej i prędzej przychodzi nam spożywać jedzenie innych niż mówić ich językiem… – powiedział Carlo Petrini, założyciel ruchu Slow Food.

Tak naprawdę to nie do końca jest to książka o kulinariach; tytuł wyprowadza na cudowne, włoskie manowce. To gawędzenie o wszystkim, co włoskie, to podróż od „cholewki” do „obcasa” Italii; opowieść o niełatwej historii i fenomenie różnic pomiędzy tymi z Północy, a tymi z Południa… Czasem, we fragmentach – książka Eleny Kostioukovitch jest, jak filozoficzna rozprawa, a niekiedy przypomina podręcznik do kulturoznawstwa. Na to musisz być gotowy Czytelniku, rozważający lekturę „Sekretów…”: nie uda ci się oderwać tego, co w Italii nierozerwalne: historii od kuchni, kuchni od obyczajów i tradycji, tradycji od geografii, a geografii od historii; tak bowiem zatacza się ten największy z sekretów – włoski krąg, wewnątrz którego będzie toczyła się twoja wyobraźnia i zmysły, przez wszystkie kartki tej książki. Krąg toczy się powoli, lentamente, dzięki temu poznajesz dokładnie wszystko, co prawdziwie włoskie w najdrobniejszych szczegółach, bez banalnych ogólników (espresso, pizza, pasta… Mój Boże!). Italia przecież do dziś pozostała, na swój sposób taka bogata, taka „barokowa”. Barbarzyństwem jest sprowadzać jej bogactwo do powszechnych, oklepanych stereotypów i haseł. I choć wydawać by się mogło, że ta przepyszna, ogromna różnorodność Włoch, ich bogactwo, jest czymś nie do opisania w zupełności, że tematu wyczerpać się nie da, to jednak Elenie Kostioukovitch – na 570 stronach zresztą – po prostu się udało. Przypuszczam (a przypuszczenie to graniczy z pewnością), że stało się tak, ponieważ Elena kocha Italię i ufa jej mieszkańcom; a królowa Europy, Italia, odwzajemniła to uczucie, odkrywając jednocześnie i swój majestat, i swoją prostotę, i wszystko, co zawiera się w tytułowym słowie „Sekrety”. Ta piękna ziemia, na której nasza cywilizacja wzięła swój początek odwzajemni uczucie każdemu, kto ufnie zechce jej słuchać i ją smakować; kto będzie otwarty na powrót i delikatne kołysanie naszej „kolebki”. 

Więc jeśli masz wciąż nieustanny, nieposkromiony apetyt na Italię, to ta książka będzie świetną „przystawką” przed każdą podróżą na Półwysep Apeniński. Lub jej obfitym, papierowym substytutem w czasie, gdy pozostaje tylko marzyć… 

Maja Nabzdyjak

Elena Kostioukovitch, „Sekrety włoskiej kuchni”, (przekład Jan Jackowicz), Wydawnictwo ALBATROS, 2020 r. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *