Florencki pokłon Medyceuszy

Tomasz Łysiak

W XV wieku w Bazylei, w trakcie soboru kościoła powszechnego, który miał przejść do historii pod nazwą bazylejsko-ferrarsko-florenckiego (1431-1445), odbył się symboliczny pogrzeb polskiego króla Władysława Jagiełły. Zebrani płakali, nuncjusz ich pocieszał.  Potem z wielu różnych powodów obrady soboru zostały przesunięte do Ferrary, a następnie do Florencji. Wtedy właśnie doszło tam do wydarzeń, które wpisały się w dzieje celebrowania orszaku i Pokłonu Trzech Króli tak istotnego i dla miasta, i dla rządzących nim Medyceuszy, i dla historii sztuki…

Pochód Trzech Króli. B. Gozzoli, La Capella dei Magi, Palazzo Medici Riccardi, Firenze

Mamy rok 1439 – Florencja tętni życiem. Ze wszystkich stron Europy i świata przybywają goście i uczestnicy soboru, którego głównym zadaniem jest doprowadzenie do tego, by kościoły – rzymskokatolicki oraz grecki – po wielu wiekach schizmy złączyć na powrót w jedno ciało. Kogóż widzimy w różnokolorowym, wielojęzycznym, gwarnym tłumie? Są wysłannicy z odległych krajów – jest delegacja prawosławnych metropolitów Kijowa, Mityleny, Trebizondy, są goście z Nicei i przedstawiciele Kościoła Koptyjskiego, są zaciekawieni przybysze, kupcy, mieszkańcy, podróżnicy, mnisi i prałaci, mieszczki i zamorscy dziwacy w strojach zachwycających kolorem i ozdabianych drogimi nićmi. Ale najważniejsi są oczywiście „główni gracze”: papież Eugeniusz IV, cesarz rzymskiego Wschodu Jan VIII Paleolog i patriarcha Konstantynopola Józef – otoczeni świtą biskupów, kapłanów, teologów, opatów, prałatów i różnych wpływowych osobistości. 6 lipca 1439 roku do miasta wkroczyły z trzech stron wstęgi ich barwnych orszaków, które połączyły się w jeden pochód. Florentyńczycy byli pod wielkim wrażeniem tego widowiska, jakie stworzyli zmierzający na obrady cesarz, papież i patriarcha. Jak pisał Ivan Cloulas: „Ów długi pochód, który udaje się do katedry, przywodzi im na myśl mistyczny orszak Trzech Króli, przybywających do Betlejem pokłonić się Dzieciątku Bożemu i przynoszących mu w darze złoto, mirrę i kadzidło”. Cały splendor spływał – co oczywiste – na ówczesnego władcę Florencji czyli Kosmę Medyceusza i jego ród. Trzeba było więc ów sukces jakoś uwiecznić… Gdzie lepiej, jak nie we własnej, budowanej właśnie siedzibie? 

Bractwo Trzech Króli

Teraz jest to Via Cavour, niedaleko od Piazza del Duomo i katedry Santa Maria del Fiore, lecz w XV wieku ta ulica nazywała się Via Larga. To tu, na skrzyżowaniu z Via Gori stoi pałac Medyceuszy, przypominający z zewnątrz bardziej zamczysko niż elegancką siedzibę patrycjuszy.  Dopiero w środku oczom wchodzącego ukazuje się tradycyjne wnętrze florenckich bogatych domów, z wewnętrznym dziedzińcem, loggią, kutą latarnią Niccolò Caparry i dużym herbem Medyceuszy. W pałacu znajduje się też rodzinna kaplica. To do niej właśnie Kosma zamawia u malarza Benozzo Gozzolego wykonanie fresku, który ma przedstawiać pochód Trzech Króli do Dzieciątka Jezus narodzonego w Betlejem. Tym jest to bardziej zrozumiałe, że we Florencji obchody Epifanii już od dekad były szczególnie wystawne. Co najmniej od 1446 roku przez ulice miasta przechodził w święto Trzech Króli uroczysty pochód mieszkańców ubranych we wschodnie stroje. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem organizatorów – Bractwa Trzech Króli. Procesja docierała do klasztoru San Marco i tam odbywało się odświętne widowisko, w trakcie którego „Trzech Magów” składało u stóp narodzonego Chrystusa swoje dary: złoto, mirrę i kadzidło… Sam Kosma Medyceusz był początkowo przewodniczącym bractwa, po nim schedę objęli syn Piero i – jeden z najsłynniejszych przedstawicieli rodu – Wawrzyniec Wspaniały. Każdy z nich będzie ze szczególnym pietyzmem traktować obchody Święta Trzech Króli – nie dziwi więc liczba dzieł wielkich mistrzów, którzy za temat brali sobie to święto. 

„Pokłon Trzech Króli”, Beato Angelico, San Marco – Firenze

Fra Angelico na polecenie Kosmy ozdobił freskami klasztor San Marco – jedna cel klasztornych (nr 39 w korytarzu północnym) była przeznaczona właśnie dla władcy Florencji, gdy gościł w klasztorze. I to tam właśnie Beato Angelico namalował znakomity „Pokłon Trzech Króli”. Inny obraz na ten temat wykonał dla Wawrzyńca (tondo, które zawisło w sypialni Medyceusza). 

Wawrzyniec Wspaniały

W każdym razie minęły dwie dekady od soboru z 1439 roku, gdy w pałacu Medyceuszy pojawił się fresk wykonany przez Gozzolego. Tak malowidło opisał Ivan Cloulas w biografii Wawrzyńca: „W dwadzieścia lat po owym wydarzeniu [soborze] postacie te ożywają na fresku. Można poznać idącego na czele pochodu patriarchę Józefa i cesarza Jana VIII. Papież jednakże, który logicznie rzecz biorąc powinien był użyczyć swych rysów trzeciemu królowi, ustąpił miejsca eleganckiemu efebowi w wieku lat czternastu”.

Wawrzyniec Wspaniały na fresku Gozzolego – młodzieniec odziany w brokat i złoto.

Cóż się stało, że na miejsce papieskie „wskoczył” młodziak odziany w brokat i złoto? Otóż w 1443 roku doszło do konfliktu między wielkim florenckim kupcem i władcą miasta a papieżem i dlatego na fesku zamiast głowy Kościoła, na czele orszaku na pięknym koniu jedzie dziedzic fortuny Medyceuszy, najstarszy z wnuków Kosmy – Wawrzyniec. Ten sam Wawrzyniec, który potem miał się stać gwiazdą rodu i uzyskać przydomek „wspaniały”. Przy okazji, jeśli chodzi o kwestie językowe, wyjaśnię ciekawostkę – dlaczego po polsku włoskie imię „Lorenzo” tłumaczymy na „Wawrzyniec”? Zróbmy w tym miejscu małą wycieczkę lingwistyczną. Imię Lorenzo niegdyś oznaczało (jak chcą językoznawcy) mieszkańca antycznego miasta Laurentum w Lacjum. Już Wergiliusz w „Eneidzie” opisywał je, jako gród powstały na terenie, na którym rosło obficie drzewo laurowe (laurus nobilis) – Lorenzo to imię człowieka obdarzonego chwałą świętej rośliny zwycięzców, laurem czyli… wawrzynem. I stąd Lorenzo jest naszym Wawrzyńcem (lub Laurencjuszem czy Laurentym). 

Giuliano z gepardem na siodle.

Poza Wawrzyńcem na fresku widać również jego młodszego brata, Giuliano – to młody człowiek w lazurowym ubraniu, na koniu, z gepardem trzymanym za sobą na uwięzi (zwierząt tych używano do polowań). Sam Kosma natomiast według badaczy to postać trzecia od lewej. Poza nim jest i Piero de’ Medici, w czerwonej czapce, dosiadający konia okrytego zdobnym czaprakiem. Można też dostrzec Sforzę i Malatestę. Jednak wzrok wszystkich biegnie przede wszystkim ku złocistej postaci Wawrzyńca. Z tyłu zaś kupcy, bankierzy, członkowie cechów florenckich, rzemieślnicy i… sam autor fresku, czyli Benozzo Gozzoli. 

Benozzo Gozzoli – autoportret na fresku

Świat, który przeminął

Podobny chwyt z umieszczeniem na obrazie samego siebie zastosował w innym słynnym, medycejskim „Pokłonie Trzech Króli” wielki Alessandro di Mariano Filipepi, czyli Sandro Botticelli. I na tym obrazie widzimy Medyceuszy przedstawionych jako królowie przybyli z daleka, by oddać hołd narodzonemu Jezusowi. Związki Botticellego z florenckim rodem bankierów, kupców i władców miasta – gdy spojrzeć na same dzieła – jest oczywisty. Oto choćby ów portret Giuliana Medyceusza z National Gallery of Art w Waszyngtonie – przedstawiający młodszego brata Wawrzyńca, zamordowanego w czasie spisku Pazzich. Czy znany obecnie jedynie z czarno-białej fotografii portret – najprawdopodobniej Piera (czyli ojca Wawrzyńca, a syna Kosmy).

Adorazione dei Magi, Sandro Botticelli

Czy wreszcie ten genialny „Pokłon Trzech Magów”. Obraz został zamówiony przez Gaspara di Zanobiego del Lama do kaplicy w kościele Santa Maria Novella. Zamawiający wszedł na florenckie salony przez zarobiony kapitał – był zręcznym pośrednikiem w gildii bankierskiej należącej do Medyceuszy. Botticelli umieścił na obrazie najważniejsze postaci z rodziny Medyceuszy… Dostojny starzec w ciemnej szacie, klęczący przed Jezusem jako jeden z królów – to Kosma Starszy. Drugiego króla natomiast (klęcząca postać, w czerwonym płaszczu) „odgrywa” Piero Podagryk. Najmłodszy zaś król, znajdujący się tuż obok Piera, w białej szacie, z twarzą zwróconą w lewa stronę to najprawdopodobniej Giovanni, drugi syn Kosmy. Gdzie jest Wawrzyniec? Badacze różnie sytuują tę postać. Niektórzy twierdzą, że to postać w czarnym ubraniu z czerwonym pasem na ramieniu, stojąca tuż za królem odzianym na biało, w prawej części obrazu. Inni – i ta wersja współcześnie jest najczęściej uznawana z prawidłową – za Wawrzyńca mają mężczyznę w białym ubraniu i w kapeluszu, stojącego tuż za klęczącym przed Jezusem Kosmą. 

Przenieśmy wzrok na grupkę po lewej. Tu mamy postać w czerwieni i błękicie. Kiedyś uznawano ją właśnie za Wawrzyńca, obecnie badacze skłaniają się ku temu, iż może to być Giuliano Medici (ten, którego zamordowali Pazzi). Na jego ramieniu opiera się poeta Poliziano, a obok spogląda na nich filozof Pico della Mirandola. To jednak nie są pewne interpretacje. Część opracowań podaje, że Giuliano to mężczyzna w czerni po prawej stronie. Pewnym natomiast jest to, że na obrazie znajduje się portret samego malarza: to postać stojąca w prawym dolnym roku, spoglądająca „na widza”. 

Jakby Botticelli pytał: rozumiesz, co tu właśnie się się dzieje? Spójrz, oto największa władza na ziemi, oto wielcy panowie tego świata, królowie, magowie, kupcy, bankierzy, giganci finansowi i polityczni, mędrcy i filozofowie, wszyscy ci – przed którymi drżą maluczcy – tutaj padają na kolana, skłaniają głowy, uniżają się w pokorze… Stają wobec tajemnicy, wobec światła, wobec nadziei, wobec Królestwa, które jest nie z tego świata. Klękają przed Tym, który przełamie śmierć i nieubłagany czas. Który – najmniejszy, drobny, w ramionach Matki Boskiej – znajduje się w idealnym centrum całej kompozycji. Medyceusze oddają mu pokłon. Lecz ich świat już dawno przeminął – w muzealnych korytarzach tylko niektórzy zwiedzający florenckie Uffizi dostrzegą w rysach Trzech Króli twarze bankierów z XV wieku. Świat Chrystusowy nie przemija. I zaprasza w podróż do wieczności.

Tomasz `Łysiak

GP – 04/01/2021

Street food w Pompejach

Kolejne kapitalne znalezisko w Pompejach zelektryzowało cały świat. Od kilku lat, odkąd dyrektorem muzeum w Pompejach został Massimo Osanna – w starożytnym mieście rzymskim, które, jak na fotografii sprzed prawie 2 tysięcy lat uwiecznił i zatrzymał w czasie wybuch Wezuwiusza – ruszyły na powrót zakrojone na szeroką skalę prace archeologów. 

Tym razem, w porównaniu do prac z ubiegłych wieków, czy z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wieku XX specjaliści dysponują znakomitym sprzętem umożliwiającym prześwietlanie terenu i uzyskiwanie obrazu 3D zanim uderzą w wulkaniczną skamielinę kilofy i oskardy. Jednak niektóre techniki są podobne do tych sprzed lat – choćby wykonywanie odlewów gipsowych ciał czy przedmiotów, które przysypane gorącym popiołem zostawiły po sobie jedynie pustą przestrzeń w zastygłym materiale. To właśnie te gipsowe odlewy ofiar katastrofy, utrwalone w dramatycznych pozach, przytulające się, chroniące przed spadającym pumeksem i pyłem robią takie wielkie wrażenie.  

Bar uliczny w Pompejach. Foto: IL PARCO ARCHEOLOGICO DI POMPEI

27 grudnia na kanale Raidue włoskiej telewizji miała miejsce premiera filmu dokumentującego prace pod kierunkiem dyrektora Osanny w części Pompejów Regio V. Dwuletnie wysiłki archeologów zostały wzmocnione świetnie zrealizowanymi zdjęciami fabularyzowanymi pokazującymi dramatyczne wydarzenia z jesieni 79 roku. 

Dyrektor Osanna spogląda na Pompeje

Już samo datowanie wybuchu jest tu ważne, a właśnie obecne prace archeologiczne przyczyniły się do jego zmiany. Od stuleci w podręcznikach i encyklopediach, w zgodzie z zapisem Pliniusza, znajdowała się data mówiąca o 24 sierpnia 79 roku, jako o momencie, gdy Wezuwiusz wyrzucił z siebie tony pyłu, dymu i lawy, które przyniosły zagładę tysiącom mieszkańców Pompejów. Tymczasem w jednym z odkopanych budynków, w którym tuż przed katastrofą trwały prace budowlane, czyli po prostu zwykły remont, odkryto sensacyjny napis. W roku 79 robotnicy w celu mieszania zaprawy wnieśli do wewnątrz duży zbiornik służący normalnie także do trzymania zboża, na parapecie leżały płyty gotowe do układania. Jeden z murarzy zapisał węglem na ścianie – Szesnaście dni przed kalendami listopada nażarł się za bardzo. Ponieważ litery narysowane węglem są bardzo nietrwałe, to wniosek był prosty – napis musiał powstać niedługo przed wybuchem. I dlatego zmieniono datowanie – na 24 pazdziernika 79. Niesamowite! Ktoś kiedyś najadł się za bardzo, ktoś inny złośliwie to uwiecznił a dwa tysiące lat poźniej wypłynęło to na datowanie całego, ważnego wydarzenia! 

Szesnaście dni przed kalendami listopada nażarł się za bardzo – napis zmieniający datowanie wybuchu

Znaleziska i odkrycia dokonywane w ostatnich dwóch latach robią wrażenie i z innych powodów. Archeolodzy znajdują nie tylko koleje pięknie wymalowane pomieszczenia czy cudowne mozaiki, ale i kości ludzkie – świadectwo tragedii. Badacze nie mogą wręcz ukryć silnych emocji, bo jednocześnie – niczym detektywi – usiłują dociec co się stało 24 października 79 roku w takim czy innym pomieszczeniu. W filmie dokumentalnym pokazano to w scenach zagranych przez aktorów – dzieci piszą na ścianie domu napisy, ktoś zaczepia jakąś kobietę, flirtuje, a potem następuje wybuch. Po nitce do kłębka. Od ułożenia kości do prawdopodobnego przebiegu zdarzeń. Oto ciało mężczyzny, który zeskoczył z balkonu pierwszego piętra. Skoczył, gdyż drzwi na parterze już były zasypane przez żwir i pumeks. Z nieba cały czas leciał wulkaniczny „grad”. Poziom pyłu, kamieni, żwiru wyrzucanego z wulkanu i zasypującego ulice Pompejów podnosił się bardzo szybko – 15 centymetrów na godzinę. W ciągu doby osiągnął wysokość kilku metrów. W każdym razie mężczyzna dał susa z balkonu, po czym zaczął uciekać ulicą. Miał ze sobą sakiewkę z pieniędzmi – to co zdążył zgarnąć w panice z domu. Nie mógł biec szybko, najprawdopodobniej kulał, kość piszczelowa wskazuje, że był chromy. I wtedy nastąpił drugi, silny wybuch – fala uderzeniowa pchnęła go na żwir. Już nigdy się nie podniósł. 

Kadr z filmu dokumentalnego „Pompei ultima scoperta” – mężczyzna uciekający z balkonu

W innym miejscu, wewnątrz eleganckiego domu znaleziono kości pozostałe po grupie kobiet i dzieci, które do końca usiłowały jakoś uchronić się przed nadciągającą zagładą – barykadując drzwi łóżkiem, czy chowając maluchy do szafy. Gdy zawalił się sufit całe pomieszczenie stało się grobowcem, w którym wszyscy mieszkańcy budynku na wieki pozostali. 

Wyobraźnia podpowiada co musiało się tam dziać owego strasznego dnia – krzyki, płacz, duszący pył, ostatnie, kurczowe złapanie się w uścisku, przytulenie dzieci. 

Jednym z najcenniejszych odkryć dokonanych przez ekipę dyrektora Osanny okazało się znalezienie „thermpolium”, czyli baru, w którym mieszkańcom Pompejów sprzedawano jedzenie, współcześnie klasyfikujemy je jako street food. Klient podchodził z ulicy wprost do baru, przy którym zamawiał swojego fast fooda – podawanego ze specjalnych podgrzewanych pojemników. Na podstawie kości znalezionych w resztkach potraw można było nawet ustalić skład dań – mieszanki mięs kozy, drobiu, ryb, owoców morza. Zaskakująco różnorodne. 

Sam kontuar thermopolium to istne dzieło sztuki, wymalowany pięknymi freskami – jest nawet na nim nawet wizerunek wnętrza knajpki. Archeolodzy znaleźli szereg glinianych amfor, opartych o bar, zupełnie tak, jakby dosłownie przed chwilą ktoś je tam postawił. Lecz najbardziej zaskakujące było co innego – oto przy oczyszczaniu kolejnych naczyń i zbiorników zaczął się unosić wokół intensywny aromat… wina. Było to, jak twierdzą archeolodzy i ekipa techniczna, jedno z najbardziej niezwykłych zjawisk, z jakimi się spotkali w swojej karierze. 

„Chyba powstał nowy dział archeologii, »archeologia zapachowa«” – stwierdził dyrektor Osanna. 

Odnaleziono także dwie, zastygłe pod wulkanicznym pyłem postaci – pan i jego niewolnik. Obaj ułożeni w dramatycznych pozach. Cóż się działo na chwilę przed śmiercią. Jakie były ich myśli i ostatnie, wykrzyczane w lęku słowa? Ślady ludzkich istnień sprzed tysiącleci – tak odległe w czasie, a tak nagle bliskie – chyba to robi największe wrażenie. Również na naukowcach.

Dyrektor Osanna na jednej z głównych ulic Pompejów.

FilmPompei ultima scoperta” na Raidue to poruszające świadectwo o nich i przez nich. Bo to oni, mówiąc łamiącym się głosem o wydarzeniach w Pompejach sprzed dwóch tysiącleci, świadczą o tym, że ciągle czujemy nić łączącą nas z poprzednimi pokoleniami. Idąc ulicami Pompejów stąpamy po tych samych stopniach i kamieniach, po których kiedyś jeździły wozy, chodzili kupcy i rzemieślnicy, biegały dzieci. Patrzymy na napisy „wyborcze” na murach i myślimy – „przecież to wszystko tak, jak teraz, przecież nie różnimy się wiele, ot odrobiną bardziej zaawansowanej technologii”.

Być może dlatego tak nas poruszają takie odkrycia, jak te w Pompejach. 

Tomasz Łysiak

5 włoskich muzeów, które można zwiedzić online

Zamknięte w dobie pandemii włoskie muzea uruchamiają coraz więcej możliwości odwiedzin online. To już nie tylko zdjęcia poszczególnych dzieł sztuki, ale i całe trasy tematyczne przygotowane z myślą o wirtualnym zwiedzaniu. Często można też skorzystać z oprowadzania kuratorskiego na żywo, zwykle za niewielką opłatą i z ograniczoną liczbą zwiedzających, więc kto pierwszy ten lepszy. My pokazujemy kilka najciekawszych projektów udostępnianych przez muzea za darmo.

Palazzo Ducale/Pałac Dożów, Wenecja 

Pałac Dożów można zwiedzać przez stronę Google Arts & Culture. Siedzibę Dożów, władców Republiki Weneckiej, przechodzi się sala po sali – wspaniałe komnaty ozdobione są freskami Jacopa Tintoretta i Paola Veronese. Dodatkowa aplikacja Art Projector pozwala na zobaczenie obrazów w wymiarze rzeczywistym. Często opisane są w kilku zdaniach najciekawsze detale malowideł.

Museo Gypsotheca Antonio Canova/Muzeum i gipsoteka Antonia Canovy, Possagno (region Treviso)

Dom rzeźbiarza Antonio Canovy leży nieco na uboczu od turystycznych szlaków w regionie Treviso. Artysta urodził się w małym miasteczku Possagno, które w tamtym czasie było częścią Republiki Weneckiej. Był jednym z największych przedstawicieli klasycyzmu. W Polsce są dwie rzeźby Canovy: posąg Henryka Lubomirskiego jak Amora w pałacu w Łańcucie i popiersie Napoleona Bonaparte, Europeum w Krakowie. 

Projekt Canova Experience umożliwia zwiedzanie domu Canovy i Gipsoteki, w której zgromadzono odlewy gipsowe i modele w skali 1:1 słynnych dzieł artysty. 

www.canovaexperience.com

Pinacoteca di Brera/Pinakoteka Brera, Mediolan

Najsłynniejsze i największe muzeum mediolańskie działające od 1809 roku ma w swoich zbiorach wiele słynnych arcydzieł sztuki światowej. Na stronie internetowej zaprezentowano ich aż 669. Andrea Mantegna, Piero della Francesca, Donato Bramante, Leonardo da Vinci, El Greco, Rembrandt – to tylko kilka wielkich nazwisk z Brery. 

Obraz można dowolnie powiększyć oraz przeczytać dołączony opis, który umieszcza go w kontekście historycznym. Jest też możliwość pobrania danego dzieła w wysokiej rozdzielczości. 

https://pinacotecabrera.org/en/collezioni/the-collection-online/

Le Gallerie degli Uffizi/Galerie Uffizi, Florencja

Jedna z najsławniejszych galerii świata i najstarszych w Europie. Posiada ogromne zbiory bezcennych arcydzieł: od Botticellego, przez Leonarda da Vinci aż po Picassa. Projekt internetowy Hypervisions Galerii Uffizi umożliwia widzom obejrzenie zbiorów pogrupowanych tematycznie. To działy takie jak:  „Odrodzenie”, „Sentymentalna podróż wśród starożytnych posągów”, „Światło aniołów” czy „Francesco, brat wszechświata”. Obrazom w wysokiej rozdzielczości towarzyszą podpisy wyjaśniające dzieło sztuki, temat i kontekst historyczny.

Można też zwiedzić sale Uffizi, które niedawno zostały na nowo zaprojektowane w tym galeria XVI-wiecznego malarstwa weneckiego z najważniejszymi na świecie dziełami Tycjana, Giorgione, Tintoretto i Veronese. 

www.uffizi.it (zakładka HYPERVISIONS)

Musei Vaticani/Muzea Watykańskie, Rzym

Muzea proponują aż 14 różnych wirtualnych wycieczek po swoich zbiorach. Musei Vaticani to trzecie najczęściej odwiedzane muzeum sztuki na świecie. Znajduje się w nim ok. 70 000 dzieł, w tym niektóre z najbardziej znanych rzymskich rzeźb i arcydzieł sztuki renesansowej.

Wirtualnie i bez zwyczajowego tłoku można zwiedzić m.in. słynną Kaplicę Sykstyńską z freskami Michała Anioła, Stanze Rafaela, muzeum rzeźby Chiaramonti czy Pio Clementino z greckimi i rzymskimi posągami.

http://www.museivaticani.va/content/museivaticani/en/collezioni/musei/tour-virtuali-elenco.html

Ołtarz Griffonich w Bolonii

W Bolonii zachwycająca wystawa – „Ponowne odkrycie arcydzieła”. W Palazzo Fava udało się zgromadzić 16 płócien z największych muzeów świata, które składają na całość ołtarza – poliptyku Griffonich.

Rodzina Griffoni zamówiła go do bazyliki San Petronio w Bolonii w XV w. u Francesco del Cossa i Ercole de’ Roberti.
Obrazy z tego poliptyku znajdują się normalnie w wielu muzeach: National Gallery di Londra, Pinacoteca di Brera di Milano, Louvre di Parigi, National Gallery of Art di Washington, Collezione Cagnola di Gazzada (Va), Musei Vaticani, Pinacoteca Nazionale di Ferrara, Museum Boijmans Van Beuningen di Rotterdam, Collezione Vittorio Cini di Venezia.


Poliptyk w całości znajdował się w kaplicy do lat trzydziestych osiemnastego wieku, gdy to został rozdzielony i sprzedany. Po prawie trzystu latach z powrotem jest w całości, w Bolonii.

Mediolańska Brera w HD

Mediolan. Pinakoteka di Brera. Ależ znakomita oferta dla tych, którzy w epoce COVID-19 jedynie marzą o wyjeździe do muzeów. Tu mediolańskie zbiory można obejrzeć za darmo, w specjalnym tour High Definition, w najwyższej jakości. Oglądając dany obraz można dojść do takiego poziomu zbliżenia, iż widać pęknięcia farby, najdelikatniejsze pociągnięcia pędzlem.

Wszystko w ramach akcji/programu dla widzów – Brera Plus. Obecnie konto darmowe do końca roku. Poza dostępem do ekspozycji i projektu HD jeszcze inne smaczki, takie jak koncerty na żywo (lista w odpowiedniej zakładce) czy fragmenty wierszy i prozy czytane w dziale „biblioteka” przez znakomitych aktorów, nie tylko z Włoch ale i z całego świata (np. Joe Mantegna)!

Naprawdę polecam!

https://www.breraplus.org