Tomasz Łysiak

W XV wieku w Bazylei, w trakcie soboru kościoła powszechnego, który miał przejść do historii pod nazwą bazylejsko-ferrarsko-florenckiego (1431-1445), odbył się symboliczny pogrzeb polskiego króla Władysława Jagiełły. Zebrani płakali, nuncjusz ich pocieszał.  Potem z wielu różnych powodów obrady soboru zostały przesunięte do Ferrary, a następnie do Florencji. Wtedy właśnie doszło tam do wydarzeń, które wpisały się w dzieje celebrowania orszaku i Pokłonu Trzech Króli tak istotnego i dla miasta, i dla rządzących nim Medyceuszy, i dla historii sztuki…

Pochód Trzech Króli. B. Gozzoli, La Capella dei Magi, Palazzo Medici Riccardi, Firenze

Mamy rok 1439 – Florencja tętni życiem. Ze wszystkich stron Europy i świata przybywają goście i uczestnicy soboru, którego głównym zadaniem jest doprowadzenie do tego, by kościoły – rzymskokatolicki oraz grecki – po wielu wiekach schizmy złączyć na powrót w jedno ciało. Kogóż widzimy w różnokolorowym, wielojęzycznym, gwarnym tłumie? Są wysłannicy z odległych krajów – jest delegacja prawosławnych metropolitów Kijowa, Mityleny, Trebizondy, są goście z Nicei i przedstawiciele Kościoła Koptyjskiego, są zaciekawieni przybysze, kupcy, mieszkańcy, podróżnicy, mnisi i prałaci, mieszczki i zamorscy dziwacy w strojach zachwycających kolorem i ozdabianych drogimi nićmi. Ale najważniejsi są oczywiście „główni gracze”: papież Eugeniusz IV, cesarz rzymskiego Wschodu Jan VIII Paleolog i patriarcha Konstantynopola Józef – otoczeni świtą biskupów, kapłanów, teologów, opatów, prałatów i różnych wpływowych osobistości. 6 lipca 1439 roku do miasta wkroczyły z trzech stron wstęgi ich barwnych orszaków, które połączyły się w jeden pochód. Florentyńczycy byli pod wielkim wrażeniem tego widowiska, jakie stworzyli zmierzający na obrady cesarz, papież i patriarcha. Jak pisał Ivan Cloulas: „Ów długi pochód, który udaje się do katedry, przywodzi im na myśl mistyczny orszak Trzech Króli, przybywających do Betlejem pokłonić się Dzieciątku Bożemu i przynoszących mu w darze złoto, mirrę i kadzidło”. Cały splendor spływał – co oczywiste – na ówczesnego władcę Florencji czyli Kosmę Medyceusza i jego ród. Trzeba było więc ów sukces jakoś uwiecznić… Gdzie lepiej, jak nie we własnej, budowanej właśnie siedzibie? 

Bractwo Trzech Króli

Teraz jest to Via Cavour, niedaleko od Piazza del Duomo i katedry Santa Maria del Fiore, lecz w XV wieku ta ulica nazywała się Via Larga. To tu, na skrzyżowaniu z Via Gori stoi pałac Medyceuszy, przypominający z zewnątrz bardziej zamczysko niż elegancką siedzibę patrycjuszy.  Dopiero w środku oczom wchodzącego ukazuje się tradycyjne wnętrze florenckich bogatych domów, z wewnętrznym dziedzińcem, loggią, kutą latarnią Niccolò Caparry i dużym herbem Medyceuszy. W pałacu znajduje się też rodzinna kaplica. To do niej właśnie Kosma zamawia u malarza Benozzo Gozzolego wykonanie fresku, który ma przedstawiać pochód Trzech Króli do Dzieciątka Jezus narodzonego w Betlejem. Tym jest to bardziej zrozumiałe, że we Florencji obchody Epifanii już od dekad były szczególnie wystawne. Co najmniej od 1446 roku przez ulice miasta przechodził w święto Trzech Króli uroczysty pochód mieszkańców ubranych we wschodnie stroje. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem organizatorów – Bractwa Trzech Króli. Procesja docierała do klasztoru San Marco i tam odbywało się odświętne widowisko, w trakcie którego „Trzech Magów” składało u stóp narodzonego Chrystusa swoje dary: złoto, mirrę i kadzidło… Sam Kosma Medyceusz był początkowo przewodniczącym bractwa, po nim schedę objęli syn Piero i – jeden z najsłynniejszych przedstawicieli rodu – Wawrzyniec Wspaniały. Każdy z nich będzie ze szczególnym pietyzmem traktować obchody Święta Trzech Króli – nie dziwi więc liczba dzieł wielkich mistrzów, którzy za temat brali sobie to święto. 

„Pokłon Trzech Króli”, Beato Angelico, San Marco – Firenze

Fra Angelico na polecenie Kosmy ozdobił freskami klasztor San Marco – jedna cel klasztornych (nr 39 w korytarzu północnym) była przeznaczona właśnie dla władcy Florencji, gdy gościł w klasztorze. I to tam właśnie Beato Angelico namalował znakomity „Pokłon Trzech Króli”. Inny obraz na ten temat wykonał dla Wawrzyńca (tondo, które zawisło w sypialni Medyceusza). 

Wawrzyniec Wspaniały

W każdym razie minęły dwie dekady od soboru z 1439 roku, gdy w pałacu Medyceuszy pojawił się fresk wykonany przez Gozzolego. Tak malowidło opisał Ivan Cloulas w biografii Wawrzyńca: „W dwadzieścia lat po owym wydarzeniu [soborze] postacie te ożywają na fresku. Można poznać idącego na czele pochodu patriarchę Józefa i cesarza Jana VIII. Papież jednakże, który logicznie rzecz biorąc powinien był użyczyć swych rysów trzeciemu królowi, ustąpił miejsca eleganckiemu efebowi w wieku lat czternastu”.

Wawrzyniec Wspaniały na fresku Gozzolego – młodzieniec odziany w brokat i złoto.

Cóż się stało, że na miejsce papieskie „wskoczył” młodziak odziany w brokat i złoto? Otóż w 1443 roku doszło do konfliktu między wielkim florenckim kupcem i władcą miasta a papieżem i dlatego na fesku zamiast głowy Kościoła, na czele orszaku na pięknym koniu jedzie dziedzic fortuny Medyceuszy, najstarszy z wnuków Kosmy – Wawrzyniec. Ten sam Wawrzyniec, który potem miał się stać gwiazdą rodu i uzyskać przydomek „wspaniały”. Przy okazji, jeśli chodzi o kwestie językowe, wyjaśnię ciekawostkę – dlaczego po polsku włoskie imię „Lorenzo” tłumaczymy na „Wawrzyniec”? Zróbmy w tym miejscu małą wycieczkę lingwistyczną. Imię Lorenzo niegdyś oznaczało (jak chcą językoznawcy) mieszkańca antycznego miasta Laurentum w Lacjum. Już Wergiliusz w „Eneidzie” opisywał je, jako gród powstały na terenie, na którym rosło obficie drzewo laurowe (laurus nobilis) – Lorenzo to imię człowieka obdarzonego chwałą świętej rośliny zwycięzców, laurem czyli… wawrzynem. I stąd Lorenzo jest naszym Wawrzyńcem (lub Laurencjuszem czy Laurentym). 

Giuliano z gepardem na siodle.

Poza Wawrzyńcem na fresku widać również jego młodszego brata, Giuliano – to młody człowiek w lazurowym ubraniu, na koniu, z gepardem trzymanym za sobą na uwięzi (zwierząt tych używano do polowań). Sam Kosma natomiast według badaczy to postać trzecia od lewej. Poza nim jest i Piero de’ Medici, w czerwonej czapce, dosiadający konia okrytego zdobnym czaprakiem. Można też dostrzec Sforzę i Malatestę. Jednak wzrok wszystkich biegnie przede wszystkim ku złocistej postaci Wawrzyńca. Z tyłu zaś kupcy, bankierzy, członkowie cechów florenckich, rzemieślnicy i… sam autor fresku, czyli Benozzo Gozzoli. 

Benozzo Gozzoli – autoportret na fresku

Świat, który przeminął

Podobny chwyt z umieszczeniem na obrazie samego siebie zastosował w innym słynnym, medycejskim „Pokłonie Trzech Króli” wielki Alessandro di Mariano Filipepi, czyli Sandro Botticelli. I na tym obrazie widzimy Medyceuszy przedstawionych jako królowie przybyli z daleka, by oddać hołd narodzonemu Jezusowi. Związki Botticellego z florenckim rodem bankierów, kupców i władców miasta – gdy spojrzeć na same dzieła – jest oczywisty. Oto choćby ów portret Giuliana Medyceusza z National Gallery of Art w Waszyngtonie – przedstawiający młodszego brata Wawrzyńca, zamordowanego w czasie spisku Pazzich. Czy znany obecnie jedynie z czarno-białej fotografii portret – najprawdopodobniej Piera (czyli ojca Wawrzyńca, a syna Kosmy).

Adorazione dei Magi, Sandro Botticelli

Czy wreszcie ten genialny „Pokłon Trzech Magów”. Obraz został zamówiony przez Gaspara di Zanobiego del Lama do kaplicy w kościele Santa Maria Novella. Zamawiający wszedł na florenckie salony przez zarobiony kapitał – był zręcznym pośrednikiem w gildii bankierskiej należącej do Medyceuszy. Botticelli umieścił na obrazie najważniejsze postaci z rodziny Medyceuszy… Dostojny starzec w ciemnej szacie, klęczący przed Jezusem jako jeden z królów – to Kosma Starszy. Drugiego króla natomiast (klęcząca postać, w czerwonym płaszczu) „odgrywa” Piero Podagryk. Najmłodszy zaś król, znajdujący się tuż obok Piera, w białej szacie, z twarzą zwróconą w lewa stronę to najprawdopodobniej Giovanni, drugi syn Kosmy. Gdzie jest Wawrzyniec? Badacze różnie sytuują tę postać. Niektórzy twierdzą, że to postać w czarnym ubraniu z czerwonym pasem na ramieniu, stojąca tuż za królem odzianym na biało, w prawej części obrazu. Inni – i ta wersja współcześnie jest najczęściej uznawana z prawidłową – za Wawrzyńca mają mężczyznę w białym ubraniu i w kapeluszu, stojącego tuż za klęczącym przed Jezusem Kosmą. 

Przenieśmy wzrok na grupkę po lewej. Tu mamy postać w czerwieni i błękicie. Kiedyś uznawano ją właśnie za Wawrzyńca, obecnie badacze skłaniają się ku temu, iż może to być Giuliano Medici (ten, którego zamordowali Pazzi). Na jego ramieniu opiera się poeta Poliziano, a obok spogląda na nich filozof Pico della Mirandola. To jednak nie są pewne interpretacje. Część opracowań podaje, że Giuliano to mężczyzna w czerni po prawej stronie. Pewnym natomiast jest to, że na obrazie znajduje się portret samego malarza: to postać stojąca w prawym dolnym roku, spoglądająca „na widza”. 

Jakby Botticelli pytał: rozumiesz, co tu właśnie się się dzieje? Spójrz, oto największa władza na ziemi, oto wielcy panowie tego świata, królowie, magowie, kupcy, bankierzy, giganci finansowi i polityczni, mędrcy i filozofowie, wszyscy ci – przed którymi drżą maluczcy – tutaj padają na kolana, skłaniają głowy, uniżają się w pokorze… Stają wobec tajemnicy, wobec światła, wobec nadziei, wobec Królestwa, które jest nie z tego świata. Klękają przed Tym, który przełamie śmierć i nieubłagany czas. Który – najmniejszy, drobny, w ramionach Matki Boskiej – znajduje się w idealnym centrum całej kompozycji. Medyceusze oddają mu pokłon. Lecz ich świat już dawno przeminął – w muzealnych korytarzach tylko niektórzy zwiedzający florenckie Uffizi dostrzegą w rysach Trzech Króli twarze bankierów z XV wieku. Świat Chrystusowy nie przemija. I zaprasza w podróż do wieczności.

Tomasz `Łysiak

Tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” – 04/01/2021

2 Replies to “Florencki pokłon Medyceuszy”

  1. Panie Tomaszu, prosto napiszę: świetne pióro nie od wczoraj. Książka książka. Na kredowym i twarda okładka. Bez żadnych analogii…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *