Jak to z „Włochami” było…

Słowa mają swoją historię.

Niekiedy trwają przez całe stulecia w jednym miejscu i zapuszczają korzenie tak głęboko, że stają się nieprzetłumaczalne. Bywa, że trafiają do innych języków i przechodzą z rąk do rąk, jak pieczołowicie przechowywane pamiątki rodzinne, jak dziedzictwo pomnażane przez pokolenia. Czasem wdzierają się jak najeźdźcy i wojenna pożoga. Bywa, że wchodzą do języka razem z jakimś przedmiotem, niczym cudzoziemcy, którzy przybywają z daleka, aby w końcu na dobre zamieszkać w obcym kraju. 

Słowa pojawiają się i znikają, w miarę upływu czasu może się zmieniać ich sens, pisownia czy wymowa. Wreszcie… mogą i umrzeć – jak łacina, którą nazywamy dziś (niesłusznie) językiem „martwym”.

Pochylając się nad słowami warto zajrzeć im do metryki…

Jaką metrykę ma włoskie słowo „Italia”?

Do końca nie wiadomo.

Jedni mówią o królu imieniem Italo, inni, że nazwa pochodzi od ludu Italów, lub od starożytnej nazwy dzisiejszej Kalabrii.

Jeszcze inni wywodzą nazwę Italii od greckiego słowa ιταλός (italos – byk), które przeszło do języka łacińskiego jako vitulus, i w języku włoskim funkcjonuje do dziś jako vitello (cielę). 

A zatem, dla starożytnych nazwa „Italia” znaczyło tyle co „bycza kraina”. Kto wie, może z tej przyczyny każdy kto tam pojedzie zaczyna się byczyć.

Nazwa tej krainy w całym świecie brzmi mniej więcej jak „Italia”. Zatem… jak to się stało, że my, Polacy określamy ją mianem „Włoch”? 

Było w starożytności celtyckie plemię Wolsków, podbite przez Rzymian, zamieszkujące na obszarze dzisiejszej południowej Francji. Germanie nazywali tych ludzi „obcymi” – „Walh”, ponieważ mówili w niezrozumiałym dla nich języku. To słowo przeszło do języka polskiego w postaci „Wałch” lub „Wołch”, a następnie  przybrało formę „Włoch”. Stało się tak wskutek zmian fonetycznych, które zaszły ze względu na łatwiejszą wymowę. Liczba mnoga – „Włochy” stała się określeniem mieszkańców i państwa znajdującego się na Półwyspie Apenińskim. (Niegdyś używano tylko jednego słowa – dziś mówimy o Włoszech i o Włochach). 

Warto nadmienić, że ten sam germański źródłosłów (Walh – obcy) mają słowa: „Wołoch”, „Walijczyk” i „Walon”.

Da się wyczuć ten akcent w polskich słowach takich jak „obcokrajowiec”, „cudzoziemiec”, czy „obczyzna”. Nasi przodkowie nazywali swoich zachodnich sąsiadów „Niemcami” właśnie dlatego, że nie mogli się z nimi dogadać. „Niemiec” – znaczy tyle, co „niemy”.  Z kolei włoskie słowo „straniero” – czyli cudzoziemiec ma takich krewniaków jak  „strano” – dziwny i „estraneo” – obcy.

Cóż… bariera językowa, odmienna kultura, inne obyczaje… Wszystko to sprawia, że przybysz z dalekiego kraju może być postrzegany jako obcy, nieznany, niezrozumiały, dziwny… i nic w tym dziwnego.

Wanda Kapica

2 komentarzy:
  1. Mikołaj Kwibuzda
    Mikołaj Kwibuzda says:

    Można dodać, że w dialektach środkowoniemieckich Włoch był „Welsch”, i tak niemieckojęzyczni Ślązacy nazywali włoskich górników penetrujących Karkonosze. Powojenni Polacy zasiedlający Dolny Śląsk znali jednak niemiecki głównie z galicyjskich gimnazjów, i zrozumieli, że chodziło o Walonów. Dlatego teraz w Sudetach różne „kamienie walońskie” i „ścieżki walońskie”. Walonowie, owszem, przybywali na Śląsk w wiekach średnich, ale trudnili się tkactwem w miastach. A kruszców w Sudetach szukali Włosi – niektórzy nawet z sukcesami.

    Odpowiedz
  2. Elżbieta
    Elżbieta says:

    Łacina żyje po dziś dzień w każdym z języków europejskich .Niestety z dnia na dzień ma się coraz gorzej ,jak zresztą większość języków .Pomału cofamy się do epoki kamienia łupanego i piktogramów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *