Ibra, strażacy i pocałunki – czyli dlaczego oglądam Sanremo…

Dopiero co rozmawiałem na temat Sanremo z Włochem z Kalabrii. Szczerze mówiąc nie do końca rozumiał dlaczego – jeśli na codzień zajmuję się raczej tzw. kulturą wysoką, słucham włoskiej opery czy zachwycam malarstwem renesansowym – co roku oglądam relację z Teatru Ariston. „Przecież to czysta rozrywka i komercja” – powiedział. Ma rację. Jednak Sanremo to także spojrzenie na Italię „popularną” tu i teraz, to Włochy całe, takie jakie są obecnie, ukazane w pięciodniowym „skrócie” na scenie. I dlatego lubię je oglądać. 

Italia jest podobna do tygla, w którym mieszają się zaskakująco kontrastowe składniki. Jak na uliczce w Neapolu, gdzie pod muralem ktoś sprzedaje koszulki Napoli, obok są wyłożone worki na śmieci w pasy Juventusu, na straganie przy San Gregorio stoi masa kiczowatych figurek, ale jednocześnie z otwartego okna dobiega… operowe arcydzieło: aria Cavaradossiego z III aktu „Toski”. To, co wysokie jest obok tego, co niskie – smaki, zapachy, przekleństwa i błogosławieństwa, kapliczki i renesansowe obrazy, katedry, bazyliki i biedne osiedla, złote madonny i zakapturzeni ulicznicy. Maradona i Caravaggio. Jeśli kochasz Włochy – rozumiesz to, więc smakujesz od każdej strony, zapuszczasz się w zaułki, by obserwować, podsłuchiwać, zgłębiać.

Sanremo jest częścią włoskiej kultury. Od lat równo siedemdziesięciu. Ze słynnej sceny wyruszały na podbój nie tylko Italii, ale i całego świata, takie przeboje, jak „Nel blu dipinto di blu” (któż tego nie nucił?) i wiele innych. Ale nie same piosenki powodują, że siadam przez telewizorem, by oglądać pięć wieczorów widowisko w teatrze Ariston. Chociaż oczywiście, te piosenki są esencją, głównym motorem – potem zaś przez cały rok funkcjonują we włoskich rozgłośniach radiowych i słychać je wszędzie – w samochodach, w barze, na stacji benzynowej. Czasem wśród tej popularno-rozrywkowej włoskiej papki wyławia się też rzeczy cenne, a nawet bardzo cenne. Niekiedy to właśnie tu debiutują artyści, którzy później robią światową karierę i stają się ikonami włoskiej muzyki rozrywkowej. Al Bano, Zucchero, czy Gianna Nannini  to jednak nie wszystko. Z drugiej strony bowiem pojawiają się młodzi, ciekawi piosenkarze. Ot, choćby dla mnie, odkrycie dokonanie dzięki Sanremo – faceta, który ma przydomek artystyczny Maldestro. Jego piosenka „Dla Federiki” – z refrenem o spacerowaniu – po zajęciu drugiego miejsca w Nuove Proposte w 2017 roku, została ze mną na dłużej. A sam Maldestro? To chłopak z Neapolu, syn z rodziny związanej z Camorrą. Jego wejście w świat piosenki – i to takiej „autorskiej”, z gitarą w ręku – to było zerwanie z całym światem przestępczym, który już na niego czekał. Maldestro uratował siebie i swoją rodziną śpiewaniem – wyrwał z czekającego ją piekła. Trzeba o tym pamiętać, gdy słucha się jego piosenki, bo one też są o tym, i są „dlatego”…

Maldestro i „Piosenka dla `Federiki”

Ale, jak wspomniałem – nie same piosenki są dla mnie „solą” najsłynniejszego włoskiego festiwalu piosenki. To także wszystko to, co dzieje się pomiędzy nimi. To plejada prowadzących, znakomitości świata telewizji, teatru, filmu, estrady, to żarty, nawiązania do życia społecznego Włoch i wreszcie – to goście specjalni. Czasem całkiem zaskakujący… Oto któregoś roku na scenie pojawił się cały oddział strażaków, honorowanych brawami publiczności, to oni ratowali ludzi po trzęsieniach ziemi, które dotknęły kraj. Albo też – niezmiernie to mnie wzruszyło – pomiędzy utworami, na wielką, rozświetloną setkami świateł scenę wszedł staruszek, prowadzony przez może dziesięcioletniego wnuka. Skąd się wzięli? Dziadek miał marzenie – chciał być na scenie w Sanremo. Wnuczek zapytał rodziców, czy mogą mu pomóc. Ci zadzwonili do Rai. I… udało się. Wszedł więc ten starszy pan z wnuczkiem podpierającym go pod ramię. I tyle. Tylko tyle. Aż tyle. Miałem łzy w oczach. Takie proste. A takie ważne – miłość i szacunek do starszych, prostych, zwykłych ludzi. Do starości. Ktoś powie – „dla klaki”. Ale czy ktokolwiek, gdziekolwiek odważy się na coś tak mało „atrakcyjnego” w sensie widowiska? A oni to robią. Choćby dla takiej chwili warto oglądać…

Rok temu w lutym 2020 roku po raz pierwszy festiwal prowadziła para Amadeus (dziennikarz telewizyjny, prowadzący programy telewizyjne, między innymi popularny teleturniej) oraz komik, aktor, showman Fiorello. Konkurs wygrał Diodato. Tuż po festiwalu wybuchła epidemia COVID. Gdy Italię zamknięto (w pewnym momencie całkowicie) tę piosenkę Diodato śpiewano i puszczano z głośników przez otwarte okna, jak znak – żyjemy, jesteśmy, nie damy się!

Teraz Amadeus przypomniał o tym w trakcie wieczoru otwarcia. Razem z Fiorello wskazali puste krzesła na widowni (Fiorello krzyknął do foteli – „W górę podłokietniki” „klaszczemy!”), a potem zwrócili się do publiczności mówiąc, że ten festiwal mógł się nie odbyć, że już myślano, by go odwołać, ale właśnie… Im bardziej się zastanowimy, jaki jest obecnie świat, to… tym bardziej festiwal jest potrzebny. Po to, by dać chociaż na kilka dni, na kilka wieczorów, ludziom zamkniętym w domach – radość i chwilę oddechu!

W trakcie wtorkowego wieczoru na scenie pojawiła się aktorka Matilda De Angelis (ostatnio duża rola w amerykańskim serialu „The Undoing”). W niewielkim performance pokazała słynne zdjęcie z marynarzem całującym dziewczynę po zakończeniu drugiej wojny światowej. „Teraz coś takiego byłoby niemożliwe” – powiedziała – „Bo teraz nosimy maski. Nikt zatem nie mógłby podejść do nieznajomej dziewczyny i ot tak po prostu ją pocałować”. Nie ma już pocałunków. Następnie zaczęła recytować wiersz. Rostand. Cyrano de Bergerac. O pocałunku: 

«Ma poi che cosa è un bacio? Un giuramento fatto un poco più da presso, un più preciso patto, una confessione che sigillar si vuole, un apostrofo roseo messo tra le parole t’amo; un segreto detto sulla bocca, un istante d’infinito che ha il fruscio di un’ape tra le piante, una comunione che ha gusto di fiore, un mezzo per potersi respirare un po’ il cuore e assaporarsi l’anima a fior di labbra»,

Amadeus, De Angelis i opowieść o pocałunku…

Cóż więc robić? Spytała na koniec udawanego „wykładu” o pocałunkach? Co my teraz wszyscy możemy robić? Po prostu… mieć otwarte ramiona. Może więc i po to oglądać Sanremo, by przypomnieć sobie, że można otwierać ramiona? 

Na scenie pojawiła się też inna osobistość życia publicznego w Italii. Piłkarz. Gracz Milanu – Zlatan Ibrahimovic. I z marsową miną podał Amadeusowi „nowe reguły festiwalu” – „teraz to będzie festiwal Zlatana”. Reguły dziwnym trafem są piłkarskie (z 26 piosenkarzy czterech należy wywalić, bo gra 11 na 11, razy 22 itd.) – a całość naprawdę zabawna. 

Nowe reguły festiwalu dyktuje Ibrahimovic

I wreszcie Fiorello – absolutna gwiazda, człowiek-dynamit, o wielkiej swobodzie i znakomitym poczuciu humoru, improwizujący, naturalny zabawny. Nie sposób się nie śmiać.

W tym roku jednym z gości specjalnych była Alessia Bonari. Elegancka, w pięknej sukni. W tle wyświetlono jej zdjęcie sprzed roku – to pielęgniarka, której fotografia w marcu 2020 roku obiegła cały świat. Była wtedy po kilkunastogodzinnym dyżurze, w trakcie którego non stop miała maskę na twarzy – zostały na jej skórze głębokie ślady i sińce. Ta opowieść o roku z COVID to też Włochy z „tu i teraz”. Ten festiwal bez publiczności – jest więc także i o tym. 

Ale jest też o nadziei i radości. Może Włosi mają to do siebie, że nawet najtrudniejsze chwile potrafią rozładować czymś zabawnym? Jak w filmie „Życie jest piękne”, w którym Roberto Begnini ratował chłopca od najgorszego – żarcikami. I to było jeszcze bardziej przejmujące. Podobnie jest i teraz. Fiorello szaleje, bawi znakomitymi żartami, ale pod spodem tegorocznego Sanremo jest co innego – pusta widownia, dalsza trudna walka z pandemią, gdy wszyscy już są bardzo zmęczeni. Ale tym bardziej potrzeba promieni światła, uśmiechu lekkości. To też nam wszystkim potrzebne. 

A ja dalej będę oglądał Sanremo. Gdyż kocham obserwować Italię i ciągle staram się ją zrozumieć, dojrzeć lepiej i głębiej, z różnych perspektyw. Nawet gdy w tym roku znowu jakiś „Bugo” obrazi się na „Morgana” i na odwrót (tak było rok temu), to i tak poza plotkarskimi magazynami Włosi będą o tym dyskutować przez kilka miesięcy. Jak o wszystkich innych migotliwych, kolorowych odblaskach życia we Włoszech. Forza Sanremo!

Tomasz Łysiak

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *