Prawdziwy duch włoskiej opery

Piotr Kindela rozmawia z Bernadettą Grabias, polską śpiewaczką operową z Teatru Wielkiego w Łodzi. 

Bernadetta Grabias (mezzosopran) urodzona we Wrocławiu, tam właśnie zaczęła swoją przygodę muzyczną od klasy fortepianu w podstawowej szkole muzycznej. Po przeprowadzce do Rzeszowa rozpoczęła naukę gry na oboju w średniej szkole muzycznej. W końcu trafiła na wydział wokalny łódzkiej Akademii Muzycznej i od początku swojej kariery związała się z tamtejszym Teatrem Wielkim. W swoim dorobku ma 38 partii operowych, w tym 15 włoskich.  Do tego należy dodać 16 oratoriów oraz mnóstwo pieśni. Nie zabrakło też wielu wyróżnień i nagród.

Czuje Pani śpiew organicznie. To coś więcej niż pasja, prawda?

Dla mnie śpiew jest jak oddychanie. W nim wyrażam się w pełni. Mogę wtedy pokazać gamę swoich emocji – smutków, radości. Paradoksalnie jestem osobą skrytą, ale to śpiew pozwala mi wyrazić wrażliwość, którą posiadam w sobie.  

Mimo tego przyznała Pani, że podczas swojego podwójnego debiutu (Księżna de Bouillon w Adrianie Lecouvreur” i Mafio Orsini w Lukrecji Borgi) nie czuła tremy

Skłamałabym gdybym powiedziała, że w ogóle nie czułam tremy. Ale to nie była trema paraliżująca… była raczej motywująca. Oto właśnie spełniały się moje marzenia – otrzymałam możliwość zaśpiewania dwóch dużych mezzosopranowych partii. Ról belcantowych, włoskich, które były mi najbliższe. Dodatkowo świadomość tego, że od razu po studiach dostałam angaż w Teatrze Wielkim w Łodzi, spowodowało, że czułam wielką ekscytację pierwszym występem na scenie. 

„Maria Stuarda” G. Donizzetti, fot. Chwalisław Zieliński

Obecnie jest Pani wykładowcą w klasie śpiewu w łódzkiej Akademii Muzycznej. Udaje się zarazić studentów swoją pasją do śpiewu?

Staram się. Dużo im opowiadam o swoich doświadczeniach scenicznych. Nie prowadzę zajęć w stylu „ex cathedra”. Rozmawiam ze studentami, chcę poznać ich obawy i wspólnie je rozwiązywać. Stawiam się w ich sytuacji i przypominam sobie jak to było gdy ja byłam studentką. Chcę żeby mi ufali, bo wzajemne zrozumienie stwarza dobry typ współpracy.

Wspomniała Pani kiedyś, że mezzosopran, to przede wszystkim ciepła barwa, która musi mieć szeroką skalę  i być gotowa zaśpiewać wiele partii przeznaczonych dla tego głosu. A w operze najczęściej na pierwszym planie jest sopran i tenor…

To są właśnie stereotypy sopranowo-tenorowe, które krążą w świecie słuchaczy. Osobiście uważam, że głosy mezzosopranowe są równie ciekawe. Repertuar dla śpiewaczek mezzosopranowych obfituje w wiele różnorodnych ról, często charakterystycznych. Dużo mówi się o sopranach lirycznych i dramatycznych. Taki sam podział istnieje wśród tzw. mezzo. Jeśli dobrze poprowadzi się swój głos to z lirycznego repertuaru można stopniowo przejść do dramatycznego. I ja tak właśnie realizuję swoją karierę. Zaczynałam od „ról spodenkowych” (to w operze te role męskie, wykonywane przez śpiewaczki – przyp. PK) jak Mafio Orsini w „Lukrecja Borgii” i Nicklausse w „Opowieściach Hoffmanna” oraz lirycznych partii jak Jadwiga w „Strasznym dworze”. Później były coraz mocniejsze : Elisabeth Tudor w „Marii Stuardzie”, Giovanna Seymour w „Annie Bolenie” Donizettiego czy Donna Elwira w mozartowskim „Don Giovannim”. Aż w końcu rola na którą czekałam 15 lat – Eboli w „Don Carlosie” Verdiego.

W jednym z artykułów powiedziano o Pani – mistrzyni belcanta. Ale przecież belcanto najczęściej kojarzony jest z tenorami. 

Belcanto to taki styl śpiewania, który przede wszystkim kładzie nacisk na piękno ludzkiego głosu i na jego wirtuozerię wokalną. Oznacza to, że tak naprawdę nie określa się tutaj jakim rodzajem głosu ktoś dysponuje. Chodzi o to, by śpiewać w taki sposób, aby ten głos brzmiał jak najpiękniej i żeby można było wyrażać nim emocje. Ten styl pozwala też na zabawę głosem, tak jak jest to na przykład w operach Rossiniego. Ale już w niektórych w dziełach Donizettiego wirtuozeria nie służy tylko zabawie, ale także wyrażeniu afektów, w celu ukazania głębokich uczuć.

„Il barbiere di Siviglia” G. Rossini, fot. Katarzyna Zalewska

Stara się Pani równoważyć technikę i emocje, czy któraś z tych wartości przeważa?

Staram się równoważyć te dwie cechy. Muszę pamiętać, aby głos technicznie brzmiał bardzo dobrze, a jednocześnie by jego dźwięk był czysty, piękny i doskonale wyrażał uczucia. Dlatego  dbając o głos i przygotowując się do nowych partii nie tylko ćwiczę, ale nagrywam się i konsultuję z zaprzyjaźnionym pedagogiem śpiewu. 

Czytając recenzję na temat Pani występów można znaleźć takie określenia jak: ciepły głosgiętki mezzosopranekspresja dramatycznadźwięk piękny, szlachetne i stylowe brzmienie, lekkość, finezjaujęła dojrzałą barwą mezzosopranu, perlistymi koloraturami i wolumenem brzmienia najwyższych lotów” i w końcu jej szlachetny mezzosopran to uczta dla ucha. Czy spotkała się Pani z jakąkolwiek krytyką?

(chwila zastanowienia) Prawdę mówiąc nie przypominam sobie (śmiech). To znaczy jakieś drobiazgi w wykonaniu zawsze można było poprawić. Na przykład po pierwszym zaśpiewaniu „Carmen” (a miałam wtedy 28 lat, czyli wyjątkowo wcześnie jak na tę partię) jeden z recenzentów napisał, że początek opery był zaśpiewany ładnie, choć dosyć zachowawczo. Ale, że z każdym aktem pokazywałam coraz więcej temperamentu ognistej Hiszpanki. I tutaj chcę zaznaczyć, że ja na konstruktywną krytykę jestem bardzo otwarta. Dlatego wsłuchuję się w każdą uwagę moich koleżanek i kolegów po fachu. Bardzo cenię sobie też wskazówki dyrygentów i pianistów.

Czy daje się zauważyćże opery włoskie różnią się od oper francuskich, niemieckich, polskich lub rosyjskich?

Oczywiście, że tak. Dla mnie opery włoskie są bardziej przystępne, są prostsze. Wywodzą się one z bezpośredniości, która tkwi we włoskiej mentalności. Śpiewa się je pełną duszą. Dla nas kultura Włoch jest niekiedy egzotyczna, czasem zbyt egzaltowana, ale dzięki włoskim operom możemy zakosztować włoskiego temperamentu.

Czym urzekają Panią Włochy?

Pierwsza myśl jaka mi przychodzi, poza muzyką oczywiście, to zabytki, kultura włoska. Widać ją w każdym miejscu do którego się pojedzie. To co na przykład mnie zaskoczyło w teatrach operowych, to to, że są one nieduże, ale bardzo piękne. Uwielbiam włoskie zdobienia, bogactwo sztukaterii. Czuje się tam prawdziwego ducha teatru i opery. I nie ma tu znaczenia czy mówimy na przykład o mediolańskiej „La Scali”, weneckiej „La Fenice” czy mniejszych włoskich scenach operowych.

A włoska publiczność?

Włoscy melomani są niezwykle aktywni w operze. Reagują bardzo żywo. W dobrym tonie jest to, by oklaskiwać śpiewaka w każdym momencie, kiedy tylko uważają, że jakaś fraza bardzo ładnie zabrzmiała. To jest na przykład nie do przyjęcia w Polsce. Z drugiej strony, jeśli coś im się nie podoba, to nie mają żadnych skrupułów, żeby śpiewaka wygwizdać, wybuczeć lub krzyczeć „a casa”, czyli „wracaj do domu”. Tam spektakl to nie tylko to co się dzieje na scenie, ale również to co się dzieje na widowni. Bardzo często też widzi się ludzi z wyciągami partyturowymi, którzy przyświecając sobie małymi latarkami śledzą, a w zasadzie kontrolują, poprawność wykonania danej opery lub jej poszczególnych fragmentów. Po spektaklu gromadzą się w pobliskich kawiarniach bądź na placu teatralnym aby prowadzić żywe dyskusje o tym co usłyszeli i zobaczyli. Widać, że traktują operę jako swój „sport narodowy”, i swoją własność.

Wniosek jest jeden. Dla debiutanta z zagranicy występ na włoskiej scenie operowej to walka o życie.

Dlatego przy większości teatrów operowych znajdują się tzw. Akademie Operowe. Przyjmowani są tam młodzi adepci studiów wokalnych i przez rok lub dwa są kształceni przez pedagogów śpiewu lub dyrygentów pracujących w danym teatrze. W toku kształcenia, zaczynając często od małych ról na tych scenach, przygotowują się do zaśpiewania większych partii.

Przed Panią z pewnością kolejne partie operowe i pieśni do zaśpiewania.

Zgadza się. Głos dojrzewa do nowych wyzwań, pięknych partii. Za tym idzie także moja dojrzałość artystyczna. Dlatego dbam o to aby śpiewać zgodnie ze swoją naturą, świadomie i pięknie – jednym słowem „belcantowo”.

Rozmawiał Piotr Kindela

fot. główna – Joanna Miklaszewska – Sierakowska, „Samson i Dalila” C. Saint – Saens TW Łódź

Zapraszamy do wizyty na stronie pani Bernadetty Grabias: www.mezzosopran.pl

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *