San Giusto – utopiony patron Triestu

Ciało świętego Justusa wyłowiono przy obecnej Riva Grumula. To zaraz obok dużego sklepu sieci Eataly w Trieście. Niedaleko wjazdów do podziemnych garaży, idąc od strony starych miejskich basenów i molo Teresiano. Tyle że w roku 303 nie było oczywiście ani basenów, ani wielkiego sklepu, ani asfaltowych ulic, ani knajpek z dziesiątkami stolików i unoszącym się wokół zapachem fritto misto di pesce. Justusa zabito zrzucając go z wybrzeża, na cyplu nazwanym później cyplem św. Andrzeja. Przywiązano mu kamienie do nóg, żeby zatonął, ale woda zniosła go dalej. Rok śmierci najważniejszego świętego i męczennika Triestu nie jest dokładnie znany – ale przypuszcza się, że stało się to w okresie prześladowań chrześcijan przez Dioklecjana i Maksymiana. Pewna jest za to data dzienna – 2 listopada. Justus był wyznawcą Chrystusa. Mieszkańcy miasta donieśli na niego władzom. Wezwano go przed oblicze sędziego. W consistorium – by potwierdzić wiadomości pochodzące z donosu – kazano mu złożyć ofiarę na rzecz bogów rzymskich. Odmówił. I to był przyczynek do wydania wyroku. Żywot Justusa zawarty w Martyrologium Hieronymianum przynosi jeszcze informację o tym, że prezbiterowi Sebastianowi przyśnił się sen – widział w nim ciało Justusa pływające w wodzie przy nabrzeżu. Kazał go więc tam szukać. I tak je odnaleziono. 

Zanim jednak przeniesiono je na wzgórze zamkowe, do katedry, która góruje nad miastem, San Giusto (Święty Justus) został najprawdopodobniej pochowany na jednym z najstarszych cmentarzy miasta – tu gdzie obecnie znajduje się Piazza Hortis. Potem na miejscu jego pochówku wzniesiono bazylikę Świętych Męczenników (przy Via Ciamician i Via Duca d’Aosta). Stamtąd zaś,  w średniowieczu, ciało świętego przeniesiono na wzgórze, do kaplicy przylegającej do kościoła Marii Bogurodzicy (teraz to część duomo di Trieste). 

Do zamku i katedry można iść różnymi drogami wijącymi się pod górę, w labiryncie stromych uliczek. Ale najprościej wjechać windą z podziemnego parkingu, notabene nazwanego San Giusto. Takie dziwactwo jak „parking św. Justusa” pewnie by się już prezbiterowi Sebastianowi nie przyśnił – za jego czasów nie istniały wielopoziomowe konstrukcje podziemne dla samochodów i nie istniały automobile. Dzisiaj można tą krótszą „drogą” do nieba „teleportować się” na szczyt wzgórza, by po kilkunastu sekundach stanąć przed zachwycającą romańską katedrą pod wezwaniem Justusa. Pośród utkanej kamiennymi blokami fasady otwiera się oko olbrzymiej, przepięknej rozety, a wyrzeźbiona sylwetka młodo wyglądającego świętego, stoi sobie wkomponowana w mur dzwonnicy. Giusto trzyma w ręku gałąź palmową, znak męczeństwa, ewidentnie też do korpusu doczepiono głowę z innej rzeźby, co widać po nieproporcjonalnej szyi. Katedra w obecnej formie powstała na początku XIV wieku, przez przykrycie jednym dachem dwóch wcześniejszych bazylik. Część sklepień nad prezbiterium i absydę za ołtarzem odbudowano po bombardowaniach II wojny światowej. Justusa trzeba szukać w prawej nawie. Tam znajdują się dwie kaplice. Jedna poświęcona jest św. Apolinaremu, a w niej, po prawej stronie, nisko, można zobaczyć jeden z najciekawszych fresków w katedrze. Gdy przyjrzymy się uważnie zobaczymy namalowane na ścianie draperie, spod jednej z nich wystaje łydka i stopa, a resztę postaci skrywa zasłona. Ale tuż obok nogi pojawia się psiak z wyszczerzonymi zębami, który wygląda tak, jakby chciał chapsnąć za ową łydkę.

Piesek i tajemnicza noga.

Zaskakujący, humorystyczny element pośród poważnych opowieści o świętych i męczeństwach, przypomniał mi od razu serię zachwycających mozaik z leżącej nieopodal Akwilei i słynną „langustę na palmie” – podobny rysunek, pomysł, abstrakcyjne myślenie. Co ciekawe wizerunek świetego Justusa w postaci miniatury zachowany jest, poza katedrą, także w Brewiarzu Tergestejsko-Akwilejskim. Tergestum to dawna, rzymska, łacińska nazwa Triestu. 

Oderwawszy wzrok od kundla podgryzającego jakiegoś duchownego, idziemy do kaplicy położonej bliżej ołtarza – absydy św. Justusa. Tu znajdują się najstarsze freski, datowane na początek istnienia bazyliki. Chociaż miejscami już spłowiałe, czy zniszczone zębem czasu robią wielkie wrażenie. Tu króluje Chrystus błogosławiący, zaś przy nim są postaci dwóch najważniejszych triesteńskich świętych – Giusto i Servolo. Zachował się też monogram Frugifera, pierwszego biskupa Triestu. Pomiędzy kolumienkami, w pięciu „odcinkach”, opowiedziana jest historia męczennika San Giusto, patrona miasta. 

Triest najlepiej widać z dzwonnicy. Wygląda jak ze starej rycinie – w dali błyszczy lazur adriatyckich wód, wznoszą się żółte pnie portowych dźwigów, pomarańczowe kaskady dachówek, opadają tarasowo coraz niżej i niżej. Obok katedry, jak żebra pochowanego wiekowym pyłem olbrzyma, sterczą szczątki kolumn bazyliki pochodzącej jeszcze z I wieku. Dalej wznosi się średniowieczny zamek. Z drugiej strony, na tle zielonoszarych dalekich wzgórz, stoi pomnik bohaterów Wielkiej Wojny. I tak czas, epoki, wojny, milenia, nieuchwytny ślad widoczny jedynie w wysilonej wyobraźni – ścieżki dziesiątek pokoleń ludzi zmierzających do tej świątyni z niżej położonych części miasta – mieszają się w miejscu, w którym spoczywa Święty Justus. San Giusto – którego imieniem nazwano największy parking w mieście i którego ciało pływało w wodzie blisko nowoczesnych delikatesów i kawiarni z przeszkloną ścianą, za którą kołyszą się zacumowane żaglówki. To wszystko wydaje się jakąś wydumaną historią przynależną raczej literackim fantazjom, ale taka jest przeczarowna tajemniczość Triestu, w którym Joyce zakochał się pierwszego dnia, gdy wysiadł na Stazione Ferrovia di Trieste. Giusto? Giusto. San Giusto.

Tomasz Łysiak

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *