Riapartiamo – „Ruszamy od nowa”!

Italia wraca do życia. Do radości, zwykłości, normalności. Do cieszenia się tym, co piękne, do bliskości, otwartości. Także poprzez sztukę i sport. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w tym pomagają.

„Ripartiamo” – czyli „Ruszamy od nowa” – taki napis znalazł się na filiżankach do kawy firmy Illy, zaprojektowanych przez artystę Matteo Attruia. W jednym z marcowych wywiadów Attruia mówił o sztuce i kulturze, obszarze życia mocno dotkniętym przez pandemię. Uznano, że zarówno kultura jak i sport nie są niezbędne do życia, zatem należy zamknąć stadiony, teatry, galerie, kina. Z punktu widzenia medycznego i epidemiologicznego – zapewne słusznie – jednak z punktu widzenia potrzeb i zdrowia duchowego ludzi, ten brak pokazał właśnie, jak bardzo i sztuka i sport są człowiekowi potrzebne do dobrego życia. Prawie tak jak chleb.

Gdy ustawimy obok siebie trzy filiżanki autorstwa Attrui przeczytamy słowo – „Ripartiamo”. Zostały wypuszczone na rynek z okazji ponownego otwarcia we Włoszech restauracji, kawiarni i barów, zaś firma Illy poprosiła, by z tej okazji, 1 czerwca, bariści oferowali „pierwszą kawę normalności” za darmo. Ot właśnie, choćby w takich filiżankach. Wiem, że to mądra promocja firmy. Ale nie tylko. To także wkład w ogólną kulturę życia w Italii, to także coś ciepłego, mądrego w przekazie, dobrego i jednocześnie wysokiego w sensie artystycznym. Doskonałe. Czysto włoskie. Gdy ktoś nie rozumie, dlaczego fascynuje cię Italia, opowiedz mu o takim szczególe, jak owe filiżanki. Znak powrotu do normalności poprzez sztukę, poprzez piękno i poprzez bliskość do drugiego człowieka, któremu ofiarowywano tę pierwszą kawę. Spójrzcie teraz na każdą z nich z osobna. Na pierwszej: R.I.P – „Pamiętamy o ofiarach”. Na drugiej wybite mocniej „Art” – „Sztuka”. Na trzeciej „Amo” – „Kocham”. Od smutku przez sztukę do miłości. Co za znakomity przekaz.

To we włoskich barach, pośród zapachu gazet i kawy, przy brioche i przy dzwoniących kasach, otwieranych gdy płaci się za jedno caffè czuje się bijące serce Włoch. Gdy były zamknięte – serce stanęło. I to tutaj, gdy ruszały mistrzostwa w piłce nożnej, wraz z meczem otwarcia w Rzymie, czuło się wracający powrót do życia, powrót do radości, do zwykłości. Już od rana w piątek 12 czerwca, jak Italia długa i szeroka, w barach, kawiarniach i restauracjach ustawiano telewizory i szykowano miejsca, w których RAZEM można było obejrzeć mecz z Turcją.

Mecz reprezentacji Włoch z Turcją

Miałem okazję oglądać go nad wybrzeżem Adriatyku, przy triesteńskim Lungomare Miramare zaraz obok urokliwego zameczku, w barku jednego ze stabilimenti balneari, ośrodków plażowych, zaproszony przez właściciela (grazie Aaron di Bagno da Sticco). Mecz z Turcją. Oczy wszystkich wpatrzone w telewizor. Okrzyki wszystkich Włochów zgromadzonych przy stolikach. Energia, radość. Kolejne gole. Szał. Calcio. Kibice na stadionie. I nagle zdało się wszystkim nam tego wieczoru, jakby nie było tych ostatnich przeklętych miesięcy, tego całego roku. Blisko. Razem. Szczęśliwie.

Dzisiaj wieczorem kolejny mecz reprezentacji Włoch. Ze Szwajcarią. Będziemy kibicować także w Polsce, wraz z Faro d’Italia.

Calcio jest we Włoszech uniesione do rangi artystycznej, kulturowej. Wystarczy sięgnąć po dzisiejszą La Gazzetta dello Sport i do leadu artykułu o meczu (zwrócił na to uwagę współpracujący z nami Dominik Mucha): „To trochę tak, jak gdy dwoje młodych ludzi poznaje się w dyskotece i nagle, jak od rażenia piorunem, zakochują się w sobie. Lato, muzyka, księżyc nad morzem… Wszystko tak perfekcyjne, tak czarowne, że aż nadchodzi obawa, co się stanie, gdy umówisz się na spotkanie na plaży następnego dnia? W świetle dnia – czy wszystko nadal będzie tak perfekcyjne? To z takim uczuciem oczekujemy pojawienia się na boisku reprezentacji Włoch dzisiejszego wieczora, przeciwko Szwajcarii. Czy Berardi będzie pałał księżycowym blaskiem? Czy Spinazzola pójdzie na całość, z taką samą lekkością? A Insigne? A Immobile? Czy to będzie podobnie magiczna noc, jak ta gdy graliśmy z Turcją?”.

W tych zdaniach ze sportowej gazety nie chodzi tylko o mecz. Chodzi o to, jak świat przeżywają Włosi. Jak my przeżywamy Włochy, jak je czujemy i wyobrażamy sobie. Piękne, uniesione do rangi sztuki w każdym elemencie, czarowne. Jak w trakcie spotkania na plaży, przy brzegu morza. Takie miałem spotkanie z reprezentacją Włoch na tym turnieju, jak z artykułu z gazety. Ale nie obawiam się dzisiejszego „światła dnia”. Pięknych wspomnień nic nie jest w stanie zabrać. Od nas zależy, czy je pielęgnujemy.

Forza Italia! All’alba vincerai! :-)

Tomasz Łysiak

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *