VINCENZO W MUNDURZE – ITALIA 1944!

To miejscowość San Vittore. Jest 28 stycznia 1944. Od jedenastu dni trwa już pierwsza bitwa o Monte Cassino. Tu jednak, gdzieś poza frontem… na drodze amerykański willys, obok pełniący służbę w Military Police szeregowiec Mahlon Smith z Pheonixville w Pensylwanii oraz młodzieniec, kierujący dzielnie wojskowym ruchem. To mający wówczas 9 lat Vincenzo Biscardo, którego po utracie domu i rodziców przygarnęło wojsko. Krawcy z US Army uszyli dla „syna pułku” odpowiednich rozmiarów wersję munduru i tak chłopak mógł rozpocząć swoją „służbę”, oczywiście z dala od linii frontu.

To jakiś niezmiernie wzruszający wątek wojennych historii wpisujących się w los Włoch w czasie kampanii 1943-1945 – takie fotografie przypominają o tym wszystkim, co czekało ludność cywilną na i za linią frontu. Włosi do dzisiaj pamiętają o bombardowaniu klasztoru na Monte Cassino, w którym schroniło się około półtora tysiąca cywili, zaś kilkuset zginęło pod alianckimi bombami. Pamiętają także o potwornościach i gwałtach dokonywanych przez Marokańczyków i Algierczyków: te słynne marocchinate, o których opowiadał film „Ciociara” Vittorio de Sica z Sophią Loren. Ale w tym zalewie okropności, które niosła i niesie wojna najbardziej poruszają historie dzieci. Ot choćby dokument Johna Houstona z San Pietro Infinite – gdzie po bitwie z zakamarków, ruder i ruin wychodziły rozczochrane maluchy. Chłopcy, którzy potem z wraków czołgów i pojazdów opancerzonych leżących przy drogach odkręcali co się dało, by potem te rzeczy sprzedać i zarobić na chleb. A czasem i bawić się w tych pojazdach, tak, bawić się, o zadziwiający paradoksie… w wojnę. Pisał o nich w swoich „Ragazzi di Vita”, „Ulicznikach” Pier Paolo Pasolini – tyle, że już w rzeczywistości powojennej, w Rzymie niedługo po wyzwoleniu. „Loczek” z tej powieści i jego kumple ulicznicy, palący papierosy, twardzi i dziecinni zarazem: czy to nie ich oblicze widzimy w wojennych zdjęciach małego Vincenzo?

Wszyscy ci chłopcy musieli nagle „wydorośleć”, wojna zabrała im dzieciństwo, a obrazy potworności – niewinność i wiarę w odwieczne dobro świata. Pod maską łobuzów chowali dziecinne jeszcze dusze. Ale wstydzili się uchylić ich rąbka, słabość to przecież zagrożenie… Czasem więc te maluchy na zdjęciach, pozujące na dorosłych, palące papierosy i strojące miny twardzieli zdają się być oskarżeniem wobec całego niepojętego zła, jakie niesie wojna. Także na włoskiej ziemi, która tak dotkliwie została poraniona i rozorana w latach 1943-1945.

A jednak ten obraz chłopca przygarniętego przez żołnierzy 34 teksańskiej dywizji niesie i nadzieję, bo opisuje coś, co jest o bliskości, o sercu, o cieple, i o tym, że pod mundurami wojskowymi skrywały się dusze przyszłych ojców.

Tomasz Łysiak

Foto – WWII New Orleans digital museum.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *