Wpisy

Dotknąć magii kina – relacja z Festiwalu Filmowego w Wenecji!

Festiwal Filmowy w Wenecji to wydarzenie-legenda. Co roku na przełomie sierpnia i września trafiamy na internetowe dyskusje o tegorocznych kreacjach z czerwonego dywanu. Co roku czytamy werdykty i liczniki długości po seansowych aplauzów. Co roku oglądamy zdjęcia szczęśliwego laureata ściskającego w dłoniach złotą statuetkę. A wszystko po to, by zaostrzyć sobie kinofilski apetyt i uzbroić się w tarczę cierpliwości, bo przecież do nas filmy trafią dopiero za kilka miesięcy. 

Z Wenecji dla Faro d’Italia Klara Pawlicka

Słynny „czerwony dywan” na festiwalu w Wenecji

Jednak wszystkie te informacje z Wenecji nie są jedynie odłamkami z baśniowej krainy, które przez uchylone drzwi dostały się do prawdziwego świata. To relacje z autentycznych wydarzeń, z realnego, istniejącego na włoskiej mapie miejsca, w którym przez kilka dni powietrze przesycone jest magią kina.

Jak to jest wziąć głęboki wdech tej morsko-kinowej bryzy? Zapraszam na krótką relację z kończącej się właśnie 78. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji.

Jak na półbaśniowe miejsce przystało, droga do niego wcale nie jest prosta. Wbrew temu, co sądzi wielu, festiwal nie odbywa się pośród malowniczych weneckich kanałów, ale na pobliskiej wyspie Lido. Niczym więc Gustav von Aschenbach z powieści Manna (czy może raczej z filmu Viscontiego) za pomocą jednego z kilku możliwych wodnych środków transportu przekraczamy Styks zatłoczonej turystycznej metropolii, by trafić na ląd zdecydowanie spokojniejszy, a także znacznie bardziej… luksusowy.

Jeszcze tylko krótki spacerek (lub jak kto woli – kilka przystanków festiwalowym busem) między ekskluzywnymi willami i hotelami otoczonymi palmami, następnie przypominająca nieco tę lotniskową kontrola bezpieczeństwa i już jesteśmy na najstarszej filmowej imprezie świata.

Od pierwszej chwili do nozdrzy dociera zapach prawdziwego włoskiego cappuccino, po którego filiżankę (w towarzystwie rzecz jasna nadziewanego czekoladą lub marmoladą croissanta nazywanego przez Włochów brioche) już od rana ustawiają się długie kolejki festiwalowiczów. W późniejszych zaś godzinach zewsząd dochodzi woń pizzy na cieniutkim, chrupiącym cieście, którą pomiędzy kolejnymi seansami uczestnicy festiwalu raczą się w festiwalowych barach lub po prostu bezpośrednio na trawie w niewielkim ogrodzie.

Rozglądamy się dookoła i naszym oczom ukazuje się kompleks kilku kinowych budynków, z których największe wrażenie robią niewątpliwie strzelisty Palazzo del Casino oraz majestatyczny Palazzo del Cinema. W tym pierwszym podczas specjalnych konferencji prasowych towarzyszących każdej festiwalowej premierze, szczęśliwi posiadacze akredytacji mogą wypytać reżyserów o ich inspiracje, a aktorów o metody pracy nad rolą (najbardziej śmiałym udaje się nawet namówić ich na wspólne selfie). 

Natomiast długi rząd flag powiewających nad Palazzo del Cinema przypomina, że oto znajdujemy się w absolutnym centrum filmowego wszechświata. To tu gorące włoskie słońce odbija się w połyskujących kreacjach gwiazd prezentujących swe wdzięki na czerwonym dywanie, a podmuch morskiej bryzy niesie ze sobą pisk rozszalałych fanek Timothée’ego Chalameta (podczas tegorocznej premiery „Diuny” Denisa Villeneuve’a). Z podjeżdżających rzędem luksusowych samochodów marki Lexus wysiadają Benedict Cumberbatch, Kristen Stewart czy Oscar Isaac, by wraz z innymi skierować się do Sala Grande (Wielkiej Sali), w której gasną światła, a Dziesiąta Muza rozpoczyna swój obrządek. 

Kadr z filmu „Diuna” w reż. Denise’a Villeneuve’a

Jak dołączyć do grona tych szczęśliwców? Rejestracja odbywa się przez internetowy system, w którym liczy się refleks i umiejętność szybkiego wklikiwania tych najbardziej obleganych tytułów. W tym roku tym roku niewątpliwie była nim przede wszystkim „Diuna”, na którą niestrudzeni widzowie tłumnie zjawili się już na pierwszy seans o godz. 8.15. Projekcje bowiem, odbywają się tu niemalże bez przerwy – od wczesnego poranka, aż do północy.

Dominującym tematem konkursu głównego (w którym startowało w tym roku aż 21 tytułów z całego świata) wydaje się być macierzyństwo. Jednak nie jego widziana przez różowe okulary, znana z reklam płatków śniadaniowych wersja, ale cały wachlarz perspektyw. Macierzyństwo upragnione i macierzyństwo niechciane, macierzyństwo trudne i macierzyństwo będące ratunkiem. Co to znaczy być matką, pytają nas zarówno Maggie Gyllenhaal w „The Lost Daughter”, Pedro Almodóvar „Madres Paraleles” czy Pablo Larraín w „Spencer”, a także twórcy wyprodukowanego dla HBO znakomitego remake’u bergmanowskich „Scen z życia małżeńskiego” w reżyserii Hagai Leviego.

Tegoroczny festiwal oferuje widzom także całą gamę filmowych przeżyć pośród których znajdziemy zarówno szalone zabawy z kinem gatunkowym („Last night in Soho” reż. Edgar Wright), nietuzinkowe baśnie („Mona Lisa and the Blood Moon” reż. Ana Lily Amirpour) czy kino społecznie zaangażowane podejmujące trudną tematykę wyzysku pracowników w brazylijskich fabrykach („7 Prisoneiros” reż. Alexandre Moratto) oraz subtelny dramat psychologiczny w scenerii Dzikiego Zachodu („The Power of the Dog” reż. Jane Campion).

Premierowo pokazano również oparte na historii zabójstwa Grzegorza Przemyka „Żeby nie było śladów” (reż. Jan P. Matuszyński), przejmującą opowieść o walce o prawdę i sprawiedliwość z zapadającą w pamięć rolą Tomasza Ziętka. 

Oczywiście również Włosi mają się czym na festiwalu pochwalić. Były zarówno pytania o granice swobody twórczej w opartej na faktach historii słynnego komika i aktora Eduarda Scarpetty („Qui rido io” reż. Mario Martone). Była zwariowana pochwała różnorodności („Freaks Out” reż. Gabriele Mainetti), gdzie inspiracje „Dziwologami” Toda Browninga spotkały kino z gatunku super bohaterów przemieszane z zabawami historical fiction spod znaku „Bękartów wojny”. Najdłuższe oklaski zanotowano zaś po najbardziej wyczekiwanym nowym filmie Paola Sorrentino „Ręka Boga” („È stata la mano di Dio”)– okrzykniętym już artystycznym opus magnum reżysera.

„To była ręka Boga” w reż. Paolo Sorrentino

Niestety smakowanie tej filmowej uczty przerywane było co jakiś czas okrzykami „Mascherina! Mascherina per favore!” niezwykle gorliwych strażników pandemicznego porządku, których niemalże ponadnaturalne umiejętności pozwalały dostrzec choćby najmniejsze zsuniecie maseczki z nosa widza, który w ciemnej sali podczas seansu zdecydował podjąć próbę zaczerpnięcia oddechu.

Mimo to święto ku czci X Muzy przebiegło w atmosferze wspólnej radości i pewnego rodzaju ulgi, że mimo wszystko także filmowy świat zaczyna wracać do tej wytęsknionej normalności. Bo tego niezwykłego doświadczenia uczestnictwa w ogólnoświatowej kinofilskiej wspólnocie nie zastąpią przecież żadne netflixy, zoomy czy onlajny. Kino potrzebuje festiwalowego TU i TERAZ, by ocalić swą magię. Nie uważacie?

Klara Pawlicka, z Wenecji

Co robi w Italii artysta nazywany Banksy

Kim jest człowiek, który pozostając anonimowy, tworzy dzieła zachwycające cały świat? Jedyne co wiemy o Banksym to zaledwie kilka faktów: jest mężczyzną, Brytyjczykiem i urodził się w okolicach Bristolu prawdopodobnie w latach 70. XX wieku. Nieujawnianie tożsamości jest częścią mojej sztuki. Celowo wprawiam ludzi w zakłopotanie; zaczynają się zastanawiać, czy człowiek, z którym rozmawiają, to na pewno ja – mówi w wyreżyserowanym przez siebie dokumencie „Wyjście przez sklep z pamiątkami”. W filmie występuje jako zaciemnioną postać ze specjalnie zniekształconym głosem, ale… czy to rzeczywiście on? Tego nie należy być do końca pewnym znając upodobanie artysty do zabawy z widzem. Przez kilkadziesiąt sekund obrazu widać jednak coś ciekawego – moment, w którym klęczy na dachu i dopracowuje tekturowy szablon, wycinając jego fragmenty. Płynność ręki jest zachwycająca, miękko porusza się po papierze, na którym widać szkic ołówkiem, także wykonanym bez wątpienia przez wielkiego artystę. 

Neapol. Madonna con la pistola. Foto: Magdalena Łysiak

Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie! – ten cytat ze sztuki Gogola „Rewizor” idealnie pasuje do wystaw prac Banksy’ego, które organizowane są w wielu miejscach na świecie. Oprócz nazwiska artysty łączy je jeszcze jedna wspólna cecha – nie ma on z nimi nic wspólnego. Jego oryginalne prace zobaczyć można na podrzędnych ulicach, obdrapanych ścianach, pod mostem czy w metrze. Nie mam w zwyczaju brać pieniędzy od ludzi, żeby zobaczyli moją sztukę. Chyba, że namaluję coś na Diabelskim Młynie w Wesołym Miasteczku – napisał Banksy w smsie do znajomego, który wysłał mu zdjęcie wystawy w Moskwie. I dodał, że nie czuje się właściwą osobą do mówienia kuratorom wystaw, że chyba coś jest nie tak. Jednak ostatnio działająca w jego imieniu firma, która wydaje certyfikaty autentyczności jego prac, wygrała w sądzie w Mediolanie i z tamtejszego sklepu muzealnego musiano wycofać gadżety wykorzystujące prace Banksy’ego. Ale materiały promujące wystawę nadal mogły być sprzedawane. 

Wystawa w Palazzo dei Diamanti

W lutym najnowszą wystawę Banksy’ego będzie można obejrzeć w Warszawie, my widzieliśmy podobną we wrześniu, w Ferrarze, w Palazzo dei Diamanti. Czy warto je oglądać, nawet jeśli wiemy, że Banksy tych wystaw nie firmował i część prac jest po prostu skopiowana w takiej samej technice, w jakiej pracuje artysta? 

Wejście na wystawę w Palazzo dei Diamanti w Ferrarze. Foto: Tomasz Łysiak

Jeśli ktoś chce poznać Banksy’ego – odpowiedź brzmi „tak”. Wiele dzieł na ekspozycjach pochodzi z kolekcji prywatnych i są to autentyczne serigrafie artysty. Ponadto kuratorzy starają się pokazać cały przekrój jego twórczości, wybierają charakterystyczne elementy. Co ciekawe prace należące przecież do tzw. street artu czyli sztuki ulicznej nie tracą w kontakcie z muzealnymi ścianami. Wszystko dlatego, że Banksy jest artystą świadomym, dojrzałym, że jak nikt inny wychwytuje absurdy współczesnego świata i potrafi je uwypuklić przepuszczając przez swoją wrażliwość. Przechodząc przez kolejne sale, stajemy się w pewnym sensie świadkami upadku ludzkiej kondycji i ogromnego pragnienia, by świat się zmienił, by stał się lepszym miejscem. Dzięki prostemu zabiegowi nadawania innego sensu przedmiotom np. tabliczka z zakazem gry w piłkę, która wkomponowana w rysunek dzieci i staje się właśnie ową piłką, bądź zmiany ich przeznaczenia z oczywistych na nieoczywiste, jak w „Rzucającym kwiatami”, gdzie zamaskowany mężczyzna zamiast granatem rzuca bukietem kwiatów. Niektóre z prac Banksy’ego to przekształcenie fragmentów starych dzieł sztuki i nadawanie im nowego znaczenia. W grafitti „Sale ends today” („Wyprzedaż kończy się dzisiaj”) kobiety przeniesione z XVII-wiecznego obrazu, na którym opłakiwały Chrystusa, opłakują napis informujący o końcu wyprzedaży.

Foto: Tomasz Łysiak

Artysta, sam kontestujący otaczającą nas rzeczywistość, potrafi zadrwić też z podobnych sobie, jak w rysunku na którym kolejka ludzi stoi, aby kupić koszulki z napisem „Zniszcz kapitalizm”, kosztujące zresztą niemałą kwotę. Słowo, a czasem gra słów, to ważny elementem w twórczości Banksy’ego, choć jeszcze chętniej posługuje się symboliką. W grafitti pojawiają się często rzeczy, których obecności w przestrzeni publicznej już nie zauważamy np. kamery przemysłowe czy sklepowe wózki. Jego prace są gorzkim ostrzeżeniem – jesteśmy ofiarami konsumpcjonizmu, budujemy wokół siebie mury, nie dostrzegamy piękna, trujemy się toksyczną żywnością. Jednocześnie Banksy wyśmiewa się z ikon popkultury, najsłynniejsza zupa pomidorowa Campbella, którą do świata sztuki przeniósł Andy Warhol, u Banksy’ego jest tanią puszką z Tesco. Angielski artysta nie lubi też rodziny królewskiej, wielkich studiów filmowych, Disneya oraz sieci znanych fastfoodów. Ronald McDonald to ucieleśnienie zła –  z upiornie przyklejonym uśmiechem ciągnie dziewczynkę znaną z fotografii o wojnie w Wietnamie. Z kolei Myszka Miki zostaje pożarta przez ogromnego węża i rozpoznajemy ją tylko po charakterystycznej sylwetce obleczonej wężową skórą. 

Miny pracowników Sotheby’s

Banksy nie cierpi muzeów, właśnie takich jak Palazzo dei Diamanti, a raczej uważa, że zostały stworzone dla bogatych snobów, choć to akurat nie jest do końca prawdą. Przecież pod pierwsze londyńskie muzeum otwarte dla publiczności – Victoria & Albert Museum – od początku można było podjechać zwykłym autobusem, specjalnie zbudowano nawet przystanek autobusowy, by mogli do niego przyjeżdżać zwykli ludzie. W dodatku jest ono za darmo. Banksy nie byłby jednak sobą, gdyby nie utarł nosa szacownym muzealnym instytucjom. W marcu 2005 roku zamieścił kilka swoich obrazów w Museum of Modern Art, Metropolitan Museum of Art, Brooklyn Museum i American Museum of Natural History w Nowym Jorku oraz w londyńskim Tate Britain. Obrazy wisiały tam przez kilka dni, zanim zorientowano się, że nie należą do kolekcji muzealnych. Z kolei w maju tego samego roku, stworzył imitację malarstwa jaskiniowego, na którym oprócz postaci ludzkich i zwierzęcych znalazł się sklepowy wózek na zakupy. To dzieło zawisło w Muzeum Brytyjskim. Władze muzeum zachowały się rozsądnie i po odkryciu nowego eksponatu, postanowiły włączyć go do swojej kolekcji. Bardziej chyba niż muzea doskwierają artyście krytycy sztuki, marszandzi oraz ich przekonanie, że o sztuce wiedzą wszystko. Trzeba było widzieć miny pracowników domu aukcyjnego Sotheby’s (który sprzedawał na aukcji słynną „Dziewczynkę z balonikiem” przeniesioną na karton i oprawioną w ramę), kiedy spadł młotek prowadzącego aukcję, a kartka z rysunkiem zaczęła wysuwać się z ramy pocięta na paski, bo wiele lat wcześniej Banksy zamontował w ramie niszczarkę. Wszystko to było zgodne z jego zapowiedzią, że nie pozwala na odsprzedaż tego obrazu i że wówczas go zniszczy. Sotheby’s wiedziało o tym, ale postanowiło i tak sprzedać dzieło, licząc na to, że artysta nie będzie się chciał ujawnić i nie przyjdzie. Nikt nie wpadł na możliwość innego załatwienia sprawy. O Banksym znów było głośno, a pikanterii temu wydarzeniu dodał fakt, że zniszczony rysunek zyskał z miejsca jeszcze wyższą wartość. 

Foto: Tomasz Łysiak

Banksy potrafi też zadrwić i ze zwykłych ludzi oraz ich skłonności do snobizmu. W 2013 roku wystawił 25 niepodpisanych swoich prac na zwykłym straganie Piątej Alei w Nowym Jorku po 60 dolarów za sztukę. Sprzedał zaledwie… 8 obrazów.

Przegoniony z Wenecji

W poszukiwaniu Banksy’ego w Italii natrafimy na dwie prace, których autentyczność jest potwierdzona. Jedna znajduje się w Wenecji. Druga w Neapolu. Neapol kocha street art, a street art kocha Neapol. W mieście jest wystarczająco dużo starych zniszczonych ścian, a klimat dzielnic-twierdz sprzyja sztuce ulicy.

Neapolitańska „Madonna con la Pistola” („Madonna z pistoletem”) Banksy’ego została stworzona przed rokiem 2016, na ścianie pizzerii „Dal presidente” przy piazza Girolamini. W 2016 roku zabezpieczono ją przed zniszczeniem. Nie jest to wielki format, można przejść obok nawet jej nie zauważając, szczególnie że na tej ulicy widnieje pełno strzałek wskazujących jak dojść do pobliskiej kaplicy z dziełem Caravaggia.

Do „Madonny” Banksy’ego wskazówek nie ma, ale i tak jest celem „pielgrzymek” amatorów jego twórczości. Pod Wezuwiuszem była jeszcze jedna praca, którą prawdopodobnie namalował Anglik. To rzeźba błogosławionej Ludwika Albertoni z nagrobka autorstwa Berniniego. Ludwika jest w ekstazie, a w fałdach jej szat widzimy charakterystyczny zestaw: torebkę z frytkami, pudełko z hamburgerem i kubek napoju gazowanego. Niestety w 2010 roku, na tej pracy namalował swój mural inny artysta, niszcząc dzieło Banksy’ego. 

Grafitti Banksy’ego zamalowane przez innego artystę w 2010 roku

W Wenecji Banksy namalował dziewczynkę w kamizelce ratunkowej z odpaloną różową flarą, która według niektórych reprezentuje świat imigrantów. Praca ta znajduje się przy Campo Santa Margherita. Kiedy woda w mieście wzbiera rysunkowa dziewczynka zanurza się w niej, a wyciągnięta w górę mała rączka robi niesamowite wrażenie. 

Mural z Wenecji. Foto: Magdalena Łysiak

Jednak artysta zwany Banksy okropnie zadrwił sobie z Serenissimy. Przyjechał podczas weneckiego Biennale, o którym zresztą powiedział z przekąsem, że organizatorzy tego najważniejszego w świecie sztuki współczesnej wydarzenia jeszcze nigdy go na nie nie zaprosili. Ucharakteryzowany na weneckiego sprzedawcę obrazów, rozstawił swój mały kramik na placu św. Marka. Wystawił na sztalugach osiem obrazów „Venice in oil” („Wenecja w oleju” – co brzmi dwuznacznie, gdyż może chodzić o obrazy namalowane techniką olejną lub to, że Wenecja tonie w oleju napędowym), a wszystkie składały się na wizerunek jednego wielkiego statku wycieczkowego. Banksy usiadł na krzesełku, zasłonił się gazetą, a z ukrycia filmował go kolega. Przechodnie komentowali obrazy, głównie to, że wielkie statki są w Wenecji znienawidzone, ale nikt niczego nie kupił, bo za chwilę pojawili się policjanci i przegonili Banksy’ego z placu. Ostanie ujęcie filmiku pokazuje jak artysta ciągnie swój wózek nad zatoką, a za plecami przepływa wielki turystyczny moloch. Niezwykle symboliczne ujęcie: mały człowieczek w śmiesznym kapelusiku, gigant sztuki współczesnej, a za nim pyszniący się luksus i zadufanie „wielkiego świata sztuki”, który nie zwraca uwagi na prawdę tylko dlatego, że stoi ona samotnie na nieładnej, zaniedbanej ulicy. 

Magdalena Łysiak

5 włoskich muzeów, które można zwiedzić online

Zamknięte w dobie pandemii włoskie muzea uruchamiają coraz więcej możliwości odwiedzin online. To już nie tylko zdjęcia poszczególnych dzieł sztuki, ale i całe trasy tematyczne przygotowane z myślą o wirtualnym zwiedzaniu. Często można też skorzystać z oprowadzania kuratorskiego na żywo, zwykle za niewielką opłatą i z ograniczoną liczbą zwiedzających, więc kto pierwszy ten lepszy. My pokazujemy kilka najciekawszych projektów udostępnianych przez muzea za darmo.

Palazzo Ducale/Pałac Dożów, Wenecja 

Pałac Dożów można zwiedzać przez stronę Google Arts & Culture. Siedzibę Dożów, władców Republiki Weneckiej, przechodzi się sala po sali – wspaniałe komnaty ozdobione są freskami Jacopa Tintoretta i Paola Veronese. Dodatkowa aplikacja Art Projector pozwala na zobaczenie obrazów w wymiarze rzeczywistym. Często opisane są w kilku zdaniach najciekawsze detale malowideł.

Museo Gypsotheca Antonio Canova/Muzeum i gipsoteka Antonia Canovy, Possagno (region Treviso)

Dom rzeźbiarza Antonio Canovy leży nieco na uboczu od turystycznych szlaków w regionie Treviso. Artysta urodził się w małym miasteczku Possagno, które w tamtym czasie było częścią Republiki Weneckiej. Był jednym z największych przedstawicieli klasycyzmu. W Polsce są dwie rzeźby Canovy: posąg Henryka Lubomirskiego jak Amora w pałacu w Łańcucie i popiersie Napoleona Bonaparte, Europeum w Krakowie. 

Projekt Canova Experience umożliwia zwiedzanie domu Canovy i Gipsoteki, w której zgromadzono odlewy gipsowe i modele w skali 1:1 słynnych dzieł artysty. 

www.canovaexperience.com

Pinacoteca di Brera/Pinakoteka Brera, Mediolan

Najsłynniejsze i największe muzeum mediolańskie działające od 1809 roku ma w swoich zbiorach wiele słynnych arcydzieł sztuki światowej. Na stronie internetowej zaprezentowano ich aż 669. Andrea Mantegna, Piero della Francesca, Donato Bramante, Leonardo da Vinci, El Greco, Rembrandt – to tylko kilka wielkich nazwisk z Brery. 

Obraz można dowolnie powiększyć oraz przeczytać dołączony opis, który umieszcza go w kontekście historycznym. Jest też możliwość pobrania danego dzieła w wysokiej rozdzielczości. 

https://pinacotecabrera.org/en/collezioni/the-collection-online/

Le Gallerie degli Uffizi/Galerie Uffizi, Florencja

Jedna z najsławniejszych galerii świata i najstarszych w Europie. Posiada ogromne zbiory bezcennych arcydzieł: od Botticellego, przez Leonarda da Vinci aż po Picassa. Projekt internetowy Hypervisions Galerii Uffizi umożliwia widzom obejrzenie zbiorów pogrupowanych tematycznie. To działy takie jak:  „Odrodzenie”, „Sentymentalna podróż wśród starożytnych posągów”, „Światło aniołów” czy „Francesco, brat wszechświata”. Obrazom w wysokiej rozdzielczości towarzyszą podpisy wyjaśniające dzieło sztuki, temat i kontekst historyczny.

Można też zwiedzić sale Uffizi, które niedawno zostały na nowo zaprojektowane w tym galeria XVI-wiecznego malarstwa weneckiego z najważniejszymi na świecie dziełami Tycjana, Giorgione, Tintoretto i Veronese. 

www.uffizi.it (zakładka HYPERVISIONS)

Musei Vaticani/Muzea Watykańskie, Rzym

Muzea proponują aż 14 różnych wirtualnych wycieczek po swoich zbiorach. Musei Vaticani to trzecie najczęściej odwiedzane muzeum sztuki na świecie. Znajduje się w nim ok. 70 000 dzieł, w tym niektóre z najbardziej znanych rzymskich rzeźb i arcydzieł sztuki renesansowej.

Wirtualnie i bez zwyczajowego tłoku można zwiedzić m.in. słynną Kaplicę Sykstyńską z freskami Michała Anioła, Stanze Rafaela, muzeum rzeźby Chiaramonti czy Pio Clementino z greckimi i rzymskimi posągami.

http://www.museivaticani.va/content/museivaticani/en/collezioni/musei/tour-virtuali-elenco.html