PIRANESI – ROMA – BASILICO!

W Palazzo Cini w Wenecji niezwykła wystawa. Oto opowieść o Rzymie widzianym oczami dwóch wielkich artystów – Giambattisty Piranesiego oraz fotografa Gabriele Basilico. Grawiura z wieku XVIII oraz fotografie powstałe po 2010 roku.

Kuratorem i inicjatorem wystawy jest Luca Massimo Barbero, dyrektor l’Istituto di Storia dell’Arte della Fondazione Giorgio Cini. Zamysł jest prosty — zgromadzono 25 oryginalnych grafik wykonanych przez artystę, architekta i rysownika Giambattistę Piranesiego po czym poproszono znakomitego fotografa Gabriele Basilico by ten wykonał zdjęcia praktycznie w tych samych miejscach w Rzymie, które widać na grafikach.

Prace zleciła fundacja Cini, posiadająca dzieła Piranesiego, w roku 2010. I tak powstała niezwykła artystyczna wizja – osiemnastowieczne grafiki przeglądają się niejako w lustrze czarnobiałych zdjęć, robionych tak, by uzyskać podobny „kadr”. Jak zmienił się świat? Czas i ludzie. Cienie, światło i kontrasty a wreszcie Rzym i jego zachwycająca architektura.

Jeśli wpadniecie do Wenecji, nie omińcie tej wystawy śpiesząc z Akademii do Guggenheim. Wejście przy San Vio. Veramente bello! ❤️🇮🇹

ROBERTO BENIGNI ZE ZŁOTYM LWEM ZA CAŁOKSZTAŁT KARIERY!

Wczoraj na weneckim Biennale uhonorowano jednego z najwybitniejszych włoskich aktorów, Roberto Benigniego, wręczając statuetkę Złotego Lwa za dokonania w trakcie całej, niezwykłej kariery.

Podziękowania zamieniły się we wzruszające „show”, płynące jak zawsze z gorącego serca. Najpierw były podziękowania bardziej „oficjalne” – dla prezydenta Mattarelli (z żartobliwą prośbą, by pozostał na stanowisku „przynajmniej do mundialu w Katarze”), potem dla wielu kolegów po fachu, znakomitych reżyserów i aktorów, z którymi Benigni współpracował: Bertolucciego, Felliniego, Troisiego, Jarmusha czy wreszcie Garrone (to w jego ostatnim filmie „Pinokio” Roberto stworzył wielką kreację).

Jednak najważniejsze słowa podziękowania Benigni skierował do swojej żony Nicoletty Braschi. Mówił m.im.: „Mój sposób mierzenia czasu polega na odmierzaniu czasu z Tobą i bez Ciebie, jesteśmy ze sobą od czterdziestu lat, ta nagroda należy do Ciebie i Ty zadedykuj ją komu chcesz”. Potem zaś dodał: „Ten lew? Do mnie należy tylko ogon, by poruszać nim wesołość, ale skrzydła są Twoje. Jeśli cokolwiek potrafiło wznieść się w powietrze, to tylko… dzięki Tobie!”

Jak zawsze – Roberto to eksplozja emocji, pięknych uczuć i myśli. I za to wszyscy go kochamy!

Także i my, jako społeczność polska spod znaku Faro d’Italia składamy serdeczne gratulacje wielkiemu Roberto Benigniemu!

TU KOMISARZ MONTALABNO!

Symbol włoskiego kryminału – zarówno w wersji książkowej, jak i telewizyjnej. Komisarz Montalbano, grany przez Lukę Zingarettiego zagościł na platformie Netflix, więc polscy widzowie mogą oglądać przygody sycylijskiego detektywa-policjanta począwszy od pierwszych sezonów serialu wyprodukowanego przez telewizję RAI.

„Montalbano sono” – odzywa się głos w słuchawce – „Tu komisarz Montalbano!”. Charakterystyczna twarz i pewny siebie głos Zingarettiego to już włoski klasyk kryminału, coś na kształt naszego starego „07 zgłoś się”, kultowego serialu, z którego teksty weszły na trwałe do języka. Za powstaniem włoskiej serii kryje się jednak leżąca u podstaw scenariuszy literatura – cykl „giallo” („żółtymi” nazywają Włosi książkowe kryminały wydawane do tej pory z charakterystycznymi żółtymi grzbietami i okładkami) autorstwa Andrei Camilleriego. Camilleri pierwszą książkę z serii o „Komisarzu Montalbano” wydał w 1994 roku, nosiła tytuł „Kształt wody” i stała się początkiem serii, mającej przynieść mu światową sławę. Camilleri zmarł dwa lata temu, 17 lipca 2019 roku, był pisarzem, scenarzystą, aktorem, wykładowcą w szkołach artystycznych. Los chciał, że to właśnie jego student, aktor Luca Zingaretti (prywatnie brat polityka Nikoli Zingarettiego) został protagonistą w filmach opartych na książkach o Montalbano. Andrea Camilleri urodził się w Porto Empedocle na Sycylii, mieszkał w Rzymie, wykładał w Narodowej Akademii Sztuki Dramatycznej

Pisarz Andrea Camilleri na ulubionej kanapie swojego rzymskiego domu, pogrążony w lekturze. MARIO DE RENZIS/ANSA/DEF

Pierwszy sezon „Komisarza Montalbano” ukazał się w 1999 roku – do dzisiaj na ekranie pojawiło się ich już piętnaście. Każdy składa się z niewielkiej liczby odcinków, czasem są to dwa, czasem cztery odcinki. To, co przekonuje wiernych widzów do śledzenia losów Montalbano to nie tylko zgrabne intrygi kryminalne, ale też ciekawe postaci, charyzma głównego bohatera i jego romansowe przygody. Ale też niewątpliwym walorem serialu są przepiękne widoki Sycylii – małych miasteczek, wybrzeża morskiego i gór. Komisarz Salvo Montalbano, facet o nietuzinkowym charakterze, policjant chadzający własnymi drogami, rozwikłuje zagadki kryminalne w małej, uroczej sycylijskiej miejscowości Vigata. Próżno jednak jej szukać na mapie, Vigata to miasteczko fikcyjne, a zdjęcia kręcone są przede wszystkim w Scicli. Co ciekawe jednak, ta sycylijska fikcyjna geografia, którą w swoich książkach stworzył Camilleri to więcej miejscowości, które nazwami i topografią odpowiadają prawdziwym miejscom. I tak Vigata odzwierciedla Porto Empedocle, miejsce urodzin autora, zaś leży w fikcyjnej prowincji Montelusa (naprawdę to Agrigento). Pojawiają się w książkach z serii oraz w filmach takie miejscowości jak Merfi zamiast Menfi, Fiacca zamiast Sciacca, Realmonte to prawdziwe Monterreale, Aragona to Ragona, Lampedusa zamienia się zaś w miasto Sampedusa i tak dalej.

Scicli – Vigata z serialu „Il commisario Montalbano”

Jeśli do tej pory nie poznaliście komisarza Montalbano, to nie pozostaje nic innego niż włączyć telewizję i zanurzyć się w opowieść stworzoną piórem Andrei Camilleriego oraz aktorskim talentem Luki Zingarettiego. Polecamy także niezawodną kolejność odbioru dzieł – najpierw lekturę kryminałów, które ukazywały się także na polskim rynku księgarskim.

KROKODYLE ŁZY – PO TRZĘSIENIU ZIEMI W MARCHE!

Te dwa murale powstały jako swego rodzaju artystyczny wyrzut sumienia. Mówią o tym, jak łatwo się zapomina. Mija dzisiaj równo 5 lat od tragedii, która spotkała region Marche – trzęsienia ziemi z 24 sierpnia 2016 roku.

Dla upamiętnienia strat i ofiar, ale też dla podkreślenia tego, że wówczas, tuż po trzęsieniu wylewano morze łez, ale potem zapomniano o ludziach, zniszczonych miasteczkach i domach… Murale przedstawiające płaczącego krokodyla oraz ślimaka powstały w Colleiano, w gminie Roccafluvione, prowincja Ascoli Piceno. Dzieła o wielkości 6 x 7 m każde zostały wykonane przez artystów podpisujących się jako Andrea Tarli e URKA, pod dyrekcją grupy artystycznej Arte Pubblica & Muri a perdere.

Całość nadzorowana jest przez otwarte „Muzuem Otwarte” w Marche czyli MAdAM — museo aperto d’arte marche. Mural przedstawiający ślimaka, wykonany przez URKĘ nosi tytuł „Riders on the storm” a jego sens jest oczywisty – chodzi o powolne tempo odbudowy zniszczeń. Oto mieszkańcy terenów dotkniętych nieszczęściem muszą od pięciu lat borykać się z biurokratyczną burzą problemów i przeszkód.

Andrea Tarli to artysta samouk, czerpiący inspiracje z prac na wystawie Andrei Pazienzy. Jego dzieło to aligator płaczący nad ruinami budynków, które symbolizują niedotrzymane obietnice pomiędzy którymi stoi jedynie stabilnie… bank, symbol systemu ekonomicznego i biurokratycznego…

FERRAGOSTO — czyli ferie Augusta!

15 sierpnia to tradycyjny dzień wolny w Italii już od… dwóch tysiącleci. W samym terminie „Ferragosto” ukryta jest odpowiedź na pytanie, jak doszło do tego, iż odgórnie ustalono, że tego właśnie dnia Rzymianie powinni odpoczywać. Wszystko stało się w roku 18 przed Chrystusem, gdy cesarz Oktawian August ustalił i nakazał, by to właśnie tego dnia obywatele rzymscy odpoczywali – w trakcie Feriae Augusti (wakacji Augusta).

Święta takie jak Consualia (dotyczące boga Conso) czy Vinalia Rustica były związane ze zbiorami plonów i żniwami, Ferragosto dawało szansę świętowania i ucztowania, a później zwyczaj został adaptowany przez Kościół Katolicki i zamieniony w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, czyli Matki Bożej Zielnej.

W trakcie Ferragosto (inaczej mówiono Augustali), nie tylko odpoczywano, czy ucztowano po tygodniach ciężkiej pracy. Urządzano bowiem także wyścigi – koni, wołów, osłów czy mułów. Pamiątką tego zwyczaju jest urządzane 16 sierpnia w Sienie „palio”czyli wyścigi konne miejskich dzielnic (contrad).

Jednak prawdziwy boom wyjazdów czysto turystycznych – na zwiedzanie innych miast czy do morskich kurortów — wystąpił dopiero w epoce faszyzmu, w latach 20. i 30. XX wieku. Do dzisiaj właśnie w ten dzień korkują się autostrady, a Włosi jeżdżą odpocząć nad morze. Także Rzymianie. Sam Rzym często pustoszeje w Ferragosto i niektórzy polecają by to właśnie w czasie Augustali przyjeżdżać do Wiecznego Miasta.

OSTUNI – BIAŁE MIASTO – PERŁA APULII!

Jedno z najbardziej zachwycających miast w Italii, apulijska Ostuni olśniewa bielą ścian domów. Ta tradycja miała jednak inne podłoże, niźli estetyczne.
W średniowieczu mieszkańcy doszli do wniosku iż promienie słońca odbijające się od tylu białych powierzchni będą oślepiać ewentualnego wroga — gdyby usiłował atakować miasto za pomocą np. ostrzału byłoby mu trudno skupić wzrok na bijących światłem słonecznym płaszczyznach.

W XIX wieku władze miejskie z innych jednak powodów zaczęły wydawać nakazy malowania domów jedynie w kolorze białym. Chodziło o kwestie związane z higieną i epidemiami, które dręczyły mieszkańców po okresach wyniszczającej suszy. Mieszkańcy byli przekonani, iż biel ułatwia zatrzymanie ataków różnych chorób.

Teraz biel jest już częścią dziedzictwa tego pięknego miasta położonego, jakże malowniczo, na trzech wzgórzach o wys. 218 m. n.pm.

Tak czy siak „białe miasto” zachwyca od wieków. W tym artystów i wiele znanych postaci. Niektórzy z nich formułowali zresztą swoje „teorie” na temat tego, dlaczego miasto jest białe. Pisarz Tonino Guerra nazwał je kiedyś kroplą mleka na piersi Apeninu. Dziennikarz Ettore Della Giovanna w 1941 roku, gdy przyglądał mu się zakrzyknął z zachwytem, iż biel Ostuni jest „doprowadzona do absurdu”.

Czy tak jest w istocie? O pięknie Ostuni być może najlepiej przekonać się samemu, w trakcie wakacyjnych wojaży…